W sobotę piłkarze Korony Kielce strzelili pierwszego gola i zdobyli pierwszy punkt w sezonie. Gdyby ktoś powiedział mi, że mecz Ruchu i Korony w czwartej kolejce będzie pojedynkiem o wyjście z dna tabeli pewnie bym nie uwierzył. Liga zweryfikowała jednak założenia kibiców i ekspertów. W sobotę nie wiedziałem, czy to Korona tak dobra, czy Ruch tak słaby, a w drugiej połowie mój pogląd obrócił się o 360 stopni. Zobaczyliśmy cztery różne zespoły. W pierwszych trzech kwadransach dobrą Koronę i słaby Ruch, a w drugich zupełnie na odwrót.
![]() |
| Powrót Kamila Kuzery dodał drużynie waleczności. Przynajmniej czasami przypominała tą z poprzedniego sezonu |
W podstawowej jedenastce miał znaleźć się Maciej Korzym, ale z powodu choroby Leszek Ojrzyński musiał wykreślić go ze swoich planów. Wydawałoby się, że miejsce ex-Legionisty na skrzydle powinien zająć zapowiadany na gwiazdę Michał Janota, ale szkoleniowiec postawił na Łukasza Sierpinę, który z dobrej strony pokazał się w sparingowym meczu z Polonią Warszawa. To pokazuje, że dla Ojrzyńskiego od nazwiska ważniejsza jest aktualna forma. Szkoda tylko, że Janota nie pojawił się na murawie w drugiej części gry, bo chyba każdy jest ciekawy formy młodzieżowego reprezentanta Polski.
Autorem premierowego trafienia Korony w sezonie 2012/2013 był Pavol Stano. Cóż, nie twierdzę, że trzeba ponownie przesunąć go do linii ataku, jednak uważam, że Michał Żewłakow jest bezproduktywny. Mam nadzieję, że Leszek Ojrzyński w następnej kolejce wypróbuje taktykę z innym snajperem z przodu. W tej roli mógłby sprawdzić się silny Jamróz lub szybki Michał Zieliński, a może i zdrowy Korzym. Mam nadzieję, że Ojrzyński nie będzie w ciemno stawiał na doświadczonego snajpera.
Mam mieszane uczucia co do występu Pawła Golańskiego. Wychowanek Łódzkiego Klubu Sportowego popisał się świetną asystą przy trafieniu Pavola Stano, jednak przez niego mógł się zawalić cały plan na spotkanie, kiedy w drugiej połowie w bezmyślny sposób sfaulował Sultesa i zmusił arbitra do podyktowania rzutu karnego. Gdyby Tomasz Musiał był bardziej drobiazgowy, mógłby pokusić się o wyrzucenie „Gola” z boiska. Golańskiego uratował… Leszek Ojrzyński, który obserwował jak rzuty karne wykonuje Marek Zieńczuk i poinstruował Zbigniewa Małkowskiego. Oczywiście nie ujmujemy zasług Zbyszkowi. Ostatnio Zieńczuk pokonał go trzy razy – teraz to on był górą.
W pierwszym składzie nie wybiegł Korzym, jednak do gry powrócił Kamil Kuzera. Nie wiem, czy po prostu zwykła obecność kapitana w drużynie sprawia, że ta wraca do walki, jaką prezentowała w poprzednim sezonie. Gra Korony w sobotni wieczór mogła się podobać i być niezłym prognostykiem przed spotkaniem z Podbeskidziem, które trzeba będzie wygrać. Inaczej, powoli zaczynajmy spoglądać prawdzie w oczy. Na razie jednak…cicho.
.png)
By
05:42

0 komentarze