Open top menu
sobota, 22 września 2012
Dawid odszedł w spokoju

Dawid Zapisek w swoim pokoju, pokoju pełnym pamiątek.
We wtorek o 9:55 odszedł od nas jeden z najwierniejszych kibiców Realu Madryt, Dawid Zapisek. Pomimo tego, że miał 14 lat, ważył tylko 10 kilogramów. Stopniowo zanikały mu mięśnie – to objawy bardzo ciężkiej choroby – rdzeniowego zaniku mięśni. Dawid nie poddał się śmiertelnej chorobie i pokazał innym, że nawet z tak ciężkim losem można sobie poradzić i spełniać marzenia.

Największą pasją Dawidka była piłka nożna. To jej poświęcał cały swój czas. W pokoju chorego chłopca znajdowało się mnóstwo pamiątek: zdjęcia z piłkarzami, autografy, koszulki, futbolówki. Zapisek zgromadził niemałą kolekcję. Pochodził z Gdańska, więc był fanem lokalnej Lechii, a co za tym idzie także Wisły Kraków i Śląska Wrocław, czyli zgód „biało-zielonych”. Chodził na mecze Lechii pomimo tego, że było to dla niego bardzo męczące. Dawid zasiadł także na Estadio Santiago Bernabeu, skąd przywiózł cenne pamiątki: zdjęcia m.in. z Xabim Alonso, Cristiano Ronaldo i Jose Mourinho. Niestety, nie udało mu się sfotografować z jego największym idolem, Ikerem Casillasem.

Ogromną szansą były dla niego mistrzostwa Europy w Polsce i na Ukrainie, gdzie z bliska mógł obserwować poczynania Hiszpanów,jego ulubionej reprezentacji. Kilka tygodni przed Euro 2012 lekarze zasugerowali, żeby przewieźć go do szpitala i podłączyć do respiratora. Dawid stanowczo powiedział “nie”, bo chciał spełnić swoje marzenie i zobaczyć ukochaną drużynę i wreszcie porozmawiać z Ikerem. – To, że Hiszpanie mają swój obóz w Gniewinie jest prawdziwym cudem! – cieszyła się Sylwia Zapisek, mama Dawidka.

Podróż do Gniewina, gdzie zamieszkali Hispzanie, było dla małego Madridisty niemałym wyzwaniem. Ponad 140 kilometrów w dwie strony, potrafi zmęczyć zdrowego człowieka, a co dopiero dziecko z tak ciężką chorobą. Chłopiec nie dawał rady tyle usiedzieć w foteliku, a po drodze trzeba było podawać mu tlen. Wycieczka do miasteczka sportowego „La Roja” była owocna. Autografy na “Tango 12″ złożyła cała drużyna łącznie z selekcjonerem Vicente Del Bosque. Powiększyła się również kolekcja zdjęć i koszulek. Dawid na ścianach swojego pokoju mógł powiesić trykoty Llorente i Torresa, oraz fotografie z niemal pełną kadrą Mistrzów Świata i Europy. Najważniejsze było jednak spotkanie z Ikerem. Chłopiec zaskoczył wszystkich, ponieważ rozpoczął rozmowę w języku hiszpańskim. Mały, wielki człowiek podarował w prezencie Casillasowi pluszaka. – Już sama obecność obok niego sprawiała mu ogromną radość. Pomyśl więc ile to znaczy dla mnie – skomentował Iker.

Trud podróży jak widać opłacił się. Piłkarze dopytywali się, czy ma bilety na ich mecz. Kiedy okazało się, że nie, wręczył mu je sam Javi Martinez. Dawid obejrzał wszystkie mecze fazy grupowej na PGE Arenie.

Zapisek obserwował swoich idoli również z trybun Stadionu Olimpijskiego w Kijowie. – Ale to wszystko cię nie męczy?- zapytała chłopca dziennikarka. – Męczy, ale czy ja mam na czole wypisane „piknik”? –odpowiedział bez zastanowienia. To chyba wszystko wyjaśnia. Prawdziwy fanatyk.

Kapitan „Królewskich” na długo zapamiętał chłopca. Podczas spotkania z Manchesterem City cały stadion eksplodował po golu Cristiano Ronaldo na 3:2. Iker nie drgnął! Po prostu stał i obserwował. Później wyjaśnił, że to wyraz szacunku dla Dawida.- Jesteś przykładem walki i miłości… Razem z Ikerem wysyłamy tysiąc buziaków do nieba! Spoczywaj w pokoju, aniołku! – napisała na swoim Facebooku Sara Carbonero, która także przejęła się losem Dawida.

Wczoraj odbył się pogrzeb. Pomimo przeciwności losu Dawid był wesołym dzieckiem i nie chciał, aby na jego ostatniej drodze towarzyszył mu smutek. Chciał, aby pojawiło się jak najwięcej rac oraz ludzi w szalikach. Było tak jak chciał, Uroczystość w żadnym stopniu nie przypominała tradycyjnego pogrzebu. Pojawiło się ponad 500 osób ubranych w barwy Lechii i Realu, a także delegacja kibiców z Krakowa. Dawid był przykładem i nigdy nie zniknie z naszej pamięci. Powinniśmy być dumni, że kibicował właśnie Realowi Madryt.
Read more
Coś drgnęło

W sobotę piłkarze Korony Kielce strzelili pierwszego gola i zdobyli pierwszy punkt w sezonie. Gdyby ktoś powiedział mi, że mecz Ruchu i Korony w czwartej kolejce będzie pojedynkiem o wyjście z dna tabeli pewnie bym nie uwierzył. Liga zweryfikowała jednak założenia kibiców i ekspertów. W sobotę nie wiedziałem, czy to Korona tak dobra, czy Ruch tak słaby, a w drugiej połowie mój pogląd obrócił się o 360 stopni. Zobaczyliśmy cztery różne zespoły. W pierwszych trzech kwadransach dobrą Koronę i słaby Ruch, a w drugich zupełnie na odwrót.
Powrót Kamila Kuzery dodał drużynie waleczności. Przynajmniej czasami przypominała tą z poprzedniego sezonu
Kontuzjowanego Aleksandara Vukovicia w podstawowej jedenastce zastąpił „ulubieniec” kieleckiej publiczności, Grzegorz Lech. Zawodnik z numerem 22 na plecach na początku bardzo pozytywnie mnie zaskoczył, jednak po kilku dobrych zagraniach wrócił do swojego standardowego, miernego poziomu. Nie rozumiem dlaczego Ojrzyński ślepo stawia na byłego pomocnika Dolcanu Ząbki. Oczywiście rozumiem, że argumentem trenera może być ciężka praca jaką Lech wykonuje na treningach, ale czasami to i tak zbyt mało. 

W podstawowej jedenastce miał znaleźć się Maciej Korzym, ale z powodu choroby Leszek Ojrzyński musiał wykreślić go ze swoich planów. Wydawałoby się, że miejsce ex-Legionisty na skrzydle powinien zająć zapowiadany na gwiazdę Michał Janota, ale szkoleniowiec postawił na Łukasza Sierpinę, który z dobrej strony pokazał się w sparingowym meczu z Polonią Warszawa. To pokazuje, że dla Ojrzyńskiego od nazwiska ważniejsza jest aktualna forma. Szkoda tylko, że Janota nie pojawił się na murawie w drugiej części gry, bo chyba każdy jest ciekawy formy młodzieżowego reprezentanta Polski.

Autorem premierowego trafienia Korony w sezonie 2012/2013 był Pavol Stano. Cóż, nie twierdzę, że trzeba ponownie przesunąć go do linii ataku, jednak uważam, że Michał Żewłakow jest bezproduktywny. Mam nadzieję, że Leszek Ojrzyński w następnej kolejce wypróbuje taktykę z innym snajperem z przodu. W tej roli mógłby sprawdzić się silny Jamróz lub szybki Michał Zieliński, a może i zdrowy Korzym. Mam nadzieję, że Ojrzyński nie będzie w ciemno stawiał na doświadczonego snajpera.

Mam mieszane uczucia co do występu Pawła Golańskiego. Wychowanek Łódzkiego Klubu Sportowego popisał się świetną asystą przy trafieniu Pavola Stano, jednak przez niego mógł się zawalić cały plan na spotkanie, kiedy w drugiej połowie w bezmyślny sposób sfaulował Sultesa i zmusił arbitra do podyktowania rzutu karnego. Gdyby Tomasz Musiał był bardziej drobiazgowy, mógłby pokusić się o wyrzucenie „Gola” z boiska. Golańskiego uratował… Leszek Ojrzyński, który obserwował jak rzuty karne wykonuje Marek Zieńczuk i poinstruował Zbigniewa Małkowskiego. Oczywiście nie ujmujemy zasług Zbyszkowi. Ostatnio Zieńczuk pokonał go trzy razy – teraz to on był górą.

W pierwszym składzie nie wybiegł Korzym, jednak do gry powrócił Kamil Kuzera. Nie wiem, czy po prostu zwykła obecność kapitana w drużynie sprawia, że ta wraca do walki, jaką prezentowała w poprzednim sezonie. Gra Korony w sobotni wieczór mogła się podobać i być niezłym prognostykiem przed spotkaniem z Podbeskidziem, które trzeba będzie wygrać. Inaczej, powoli zaczynajmy spoglądać prawdzie w oczy. Na razie jednak…cicho.
Read more
Miało być tak strasznie...

Połowa lipca. As podaje informację, że Malaga jest bliska sprowadzenia Alvaro Negredo. W komentarzach rozpoczęła się dyskusja, że to jednak zbyt słaby kaliber snajpera jak na klub, który ma zawalczyć o Ligę Mistrzów. Innym ten pomysł się podobał, ponieważ uważali gracza Sevilli za na prawdę klasowego napastnika. Kiedy to wspominam na mojej twarzy pojawia się lekki uśmiech.

Saviola już spłaca kredyt zaufania
Letnie okienko transferowe miało być jeszcze lepsze od poprzedniego. Kiedy na jaw wyszły jednak problemy finansowe klubu okazało się, że Malagę mogą opuścić najlepsi piłkarze. Więcej było w tym medialnych spekulacji, ponieważ z klubu odeszło w sumie tylko dwóch czołowych kopaczy, Salomon Rondon za dziesięć milionów euro do Rubina Kazań oraz Santi Cazorla za dwa razy więcej do Arsenalu. Joris Mathijsen ma za sobą fatalne euro i średni sezon, dlatego jego odejście nie jest wielką stratą. Trochę inaczej sprawy mają się z Enzo Mareską, ale także on nie jest graczem nie do zastąpienia.

Wcześniej z klubem pożegnał się jeszcze Ruud Van Nistelrooy. “Latający Holender” po prostu zakończył karierę. W środku mercato klub zrezygnował ze współpracy z dyrektorem sportowym, Antonio Fernandezem. Zastąpił go Mario Husillos, który musiał dobrze spożytkować pieniądze zarobione na awansie do Ligi Mistrzów. Były piłkarz sprostał zadaniu. Na La Rosaleda trafiła dwójka doświadczonych, ale ciągle niewypalonych napastników: Javier Saviola i Roque Santa Cruz. Ta dwójka jest gwarancją jakości i co najmniej kilku trafień w trakcie sezonu.

Cazorla błyszczy w Arsenalu
Niebiesko-białą koszulkę w nadchodzącym sezonie zakładał będzie Manuel Iturra, którego nazwisko z pewnością nie mówi nam zbyt wiele. Jeśli jednak poszukamy informacji na temat Chilijczyka, powinniśmy być zadowoleni z tego transferu. Ostatnio występował w Murci, z którą nie przedłużył kontraktu. Chciał dostać więcej pieniędzy i klubu zwyczajnie nie było na niego stać. Iturra ma 26 lat, czyli zalicza się do grona zawodników w „najlepszym piłkarskim wieku”. Może grać zarówno w pomocy jak i w obronie. Obrona, właśnie. Przez niemal całe lato Manuel Pellegrini musiał radzić sobie mając w kadrze jedynie dwóch nominalnych stoperów. To mało, ponieważ zarówno Weligton jak i Demichelis lubią łapać kartki. Najlepszym przykładem tego, że Oguchi Onyewu był wzmocnieniem niemal niezbędnym, jest chociażby sytuacja z ostatniej kolejki, kiedy Weligton złapał kontuzję po starciu z… Demichelisem właśnie. Onyewu? Gracz ograny na międzynarodowym poziomie, który z pewnością nie raz powstrzyma ataki przeciwników.

Praca Husillosa nie polegała jedynie na sprowadzeniu nowych piłkarzy. Musiał przekonać resztę czołowych graczy do pozostania w Andaluzji i cierpliwie odrzucać napływające oferty. Tak więc Atletico Madryt usłyszało, że jeśli chce kupić Nacho Monreala, musi zapłacić dwadzieścia milionów euro. Ostatecznie na La Rosaleda dalej występował będzie Eliseu, który prezentował fenomenalną formę na początku sezonu i ostatecznie zdecydował się nie odchodzić do Benfiki. To musiała być decyzja zawodnika, ponieważ inaczej Maladze trudno byłoby sfinalizować transfer Savioli.

Miało być strasznie, a w końcu nie było tak źle. Malaga ma silną, wyrównaną kadrę i po trzech kolejkach jest w czubie tabeli. Już wkrótce pierwszy mecz w Champions League. Siłę kadry oraz jakość transferów zdeterminują kolejne miesiące. Na razie jest dobrze, a może nawet bardzo dobrze.
Read more
Znowu zawiodła defensywa


Dawno nie oglądałem meczu, w którym zespół nie grający ostro na przerwę schodził bez dwóch zawodników. Zawsze musi być ten pierwszy raz i szkoda tylko, że musiało tak stać się z Koroną. Podopieczni Leszka Ojrzyńskiego mieli szansę na dobry wynik w niedzielnym pojedynku, jednak podobnie jak podczas spotkania z Legią o porażce zadecydowały indywidualne błędy obrońców.


 Podczas spotkania ze stołecznymi fatalnie zaprezentował się Pavol Stano. Słowak w meczu ze Śląskiem wydawał się być już tym samym pewnym Stano co w poprzednim sezonie, jednak nawalił za niego ktoś inny: Tadas Kijanskas i Tomasz Lisowski. “Kijanka” zbyt lekko podawał piłkę do Zbigniewa Małkowskiego, który został zmuszony do faulu na Sobocie stojącym z nim oko w oko. Jeden błąd efektem domina zaowocował rzutem karnym oraz czerwoną kartką dla golkipera “Żółto-Czerwonych”. Kijanskas chwilę później sam mógł podwyższyć prowadzenie Śląska, ale refleksem popisał się Oleksij Szlakotin.

Lisowski i Kijanskas ostatnio spisali się świetnie. Teraz przeciwnie
Piłkarze Oresta Lenczyka nie byli w niedzielę w mistrzowskiej formie. Korona grająca w osłabieniu mogła momentalnie odpowiedzieć, jednak arbiter dostrzegł się pozycji spalonej. Czy popełnił błąd? Oczywiście. Gola z czystej pozycji strzelił Pavol Stano, a na minimalnym “ofsajdzie” znajdował się Marcin Żewłakow, który nie dotknął piłki i nie absorbował uwagi Mariana Kelemena. Wiele wskazywało na to, że gracze ze świętokrzyskiego grając nawet bez jednego zawodnika mogli wywieźć z Wrocławia chociaż jeden punkt. Wszelkie nadzieje prysły jednak tuż przed końcem pierwszej części gry, kiedy Tomasz Lisowski w kompletnie niewytłumaczalny sposób wybił ręką piłkę zmierzającą do bramki. Śląsk na przerwę schodził więc z przewagą dwóch goli i dwóch zawodników.

 Po raz kolejny trudno dopatrzeć się choćby małych pozytywów w grze naszego zespołu. Może więc skupmy się na personaliach. Kiedy Zbigniew Małkowski wyleciał z boiska za czerwona kartkę zastąpił go Oleksij Szlakotin. Ukrainiec mógł zaliczyć prawdziwe wejście smoka, kiedy obronił rzut karny wykonywany przez Mateusza Cetnarskiego. Przy dobitce nie miał jednak wiele do powiedzenia. Były zawodnik Zagłębia Sosnowiec dołożył swoje trzy grosze przy drugim golu dla wrocławian niepewnie wybijając piłkę. W drugiej połowie zaprezentował się nieco lepiej, jednak musi popracować nad wyłapywaniem strzałów i dośrodkowań, ponieważ gołym okiem widać było, że nawet łatwe piłki Oleksij wolał wypiąstkować.

Solidny występ zanotował wprowadzony w drugiej połowie Piotr Malarczyk. Młodzieżowy reprezentant Polski miał utrudnione zadanie, gdyż jasne było, że gospodarze grający w przewadze dwóch zawodników będą niemal nieustannie atakować. “Malar” grał pewnie i wysłał Leszkowi Ojrzyńskiemu wiadomość, że jest gotowy do występów w podstawowej jedenastce. Uśmiech przez łzy może powodować fakt, że Korona grająca z dwoma piłkarzami mniej dzielnie broniła się przez cała druga połowę, choć trzeba przyznać, że Śląsk nie forsował bramki “Scyzorów”.

Po dwóch kolejkach ligowych Korona jest czerwoną latarnią T-Mobile Ekstraklasy z bilansem bramkowym 0:6. Oczywiście za “Żółto-Czerwonymi” dwa trudne wyjazdy, ale mimo wszystko spodziewaliśmy się czegoś więcej. Kiedy ilość piłkarzy obydwu drużyn na boisku była wyrównana, kielczanie zaczynali układać powoli grę, ale znowu przez indywidualne błędy musieli zejść z murawy pokonani. W najbliższą sobotę Korona rozegra pierwszy mecz przed własną publicznością. Przeciwnikiem będzie Lechia Gdańsk, a więc rywal z pewnością w naszym zasięgu. Główne założenie na najbliższy tydzień? Z pewnością poprawa gry defensywnej.
Read more
no image


Soulpete. Jeśli go nie znacie, to zróbcie to jak najszybciej. Odsyłamy was do sprawdzenia najnowszej epki, SoSoulEnergy oraz przeczytania naszego wywiadu z młodym producentem. Soulpete opowiada o nadchodzącej płycie producenckiej, swoich wzorach oraz wielu różnych ciekawych rzeczach.

Prace nad SoSoulEnergy trwały bardzo krótko. “Zamknąłeś się na weekend w domu” i ciąłeś sample?
Jak już wspomniałem to był impuls, chwila, myśl.. Poczułem, że muszę siąść i trochę podłubać. Dwa dni słuchania sampli i pracy w FL. Nic więcej.

Ile czasu zajęło Ci stworzenie jednego tracku na epkę?
Wiesz co. Nawet nie pamiętam. Nad jednym siedziałem godzinę nad drugim dłużej nad trzecim znacznie krócej.. Nie przypomnę sobie. Przez te dwa dni nie zerkałem na zegarek.

Twój ulubiony track z SoSoulEnergy? Dlaczego?
“Always You”. Zdecydowanie. To dzięki niemu tak naprawdę powstała ta EPka.

Płyta producencka ma być bardziej dopracowana. Kiedy będziemy mogli ją usłyszeć?
Płyta producencka jest w fazie wstępnej. Wciąż się robi. Są już pierwsi goście, są pierwsze bity, są pomysły. Pewne jest to, że potrzeba jeszcze sporo pracy, sporo czasu i sporo cierpliwości. Myślę, że 2013 ale dzień / miesiąc bardzo ciężko określić.

Będziemy mogli znaleźć ją w empiku? Jeśli tak, to gdzie będzie wydana.
Płyta na pewno będzie do kupienia, jednakże jak będzie wyglądała dystrybucja to też jest spory znak zapytania. Nie wybiegam tak daleko w przyszłość. Poza tym na dzień dzisiejszy wciąż skupiam się na bitach. W EtRecs są ludzie, którzy zajmują się sprawami organizacyjnymi, a ja tu tylko sprzątam. Każdy ma swoje cele i zadania.

Jakich gości chciałbyś zaprosić na nadchodzącą produkcję?
Na temat gości niewiele mogę mówić bo nie ma to sensu. Są rozmowy, są pomysły. Poczekam aż płyta nabierze odpowiednich kształtów. To jeszcze faza wstępna. Jedynie co mogę powiedzieć to, że nie będzie na niej gości z Polski.

Jak doszło do współpracy z Flintem?
Kubę znam od 6 albo 7 lat. Już dokładnie nie pamiętam. Dawno dawno dawno temu dogrywał mi się na mój pierwszy amatorski materiał (efektem tej współpracy był numer pt. “Make It Funky”). Zawsze potrafiliśmy się dogadać. Dlatego też zdecydowaliśmy się zrobić wspólny album, czego efektem jest “Warszawskie Zoo”

Jakiego klimatu możemy się spodziewać na twojej płycie producenckiej? Bliżej będzie do SoSoulEnergy czy do Warszawskiego Zoo?
Płyta będzie różniła się zarówno od “Warszawskiego Zoo” jak i niedawno wydanej “miniepki”. Nie przewiduję elektronicznych numerów jak również nie przewiduję surowych, przyjemnych, soulowych sampli. Określiłbym ją jako brudną, mroczną, dynamiczną i dość ciężką produkcję. Więcej będzie można powiedzieć jak prace pójdą do przodu.

Za ostatnią epkę na Facebooku spropsował Cię Onar. Będziemy mogli usłyszeć go kiedyś na bicie twojej produkcji?
Nie wiem czy za ostatnią epkę. Pojęcia nie mam czy Onar ją sprawdził hehe. Wiem, że widział klip do “You’ve Got Me Girl” (z tego co wiem to spodobał mu się) i słyszał moje wcześniejsze produkcje. Co do współpracy to jesteśmy w kontakcie, a co z tego wyniknie to czas pokaże. Wszystko idzie w dobrym kierunku.

Głośno jest o RÓWNONOCY Donatana. Jarają cię etniczne instrumentale?
Jestem bardzo ciekaw tej płyty. To jeden z moich ulubionych polskich producentów. Robi świetne bity i ma chyba najlepsze brzmienie w Polsce. Kupię i sprawdzę na pewno. Co do muzyki etnicznej to nie jestem miłośnikiem. Nigdy mnie do niej nie ciągnęło. Od zawsze przemawiał do mnie soul, jazz, funk czy też rock. Jednak na przykładzie Donatana widać, że można sobie świetnie poradzić z takimi samplami. Czapki z głów bo to co robi sprawia, że ma sie ochotę poszperać w “słowiańskiej dyskografii”.

Kto twoim zdaniem jest najlepszym polskim producentem? Starasz się czerpać z kogoś wzorce?
Nie prowadzę rankingów jednak Polska ma wielu świetnych producentów: Emade, Metro, Donatan, Kixnare, Matheo, OSTR, Dj Creon, White House, Sherlock, Roux Spana, Bob Air, SoDrumatic, Stona, Złote Twarze itd itd można wymieniać długo. Wzorce zawsze czerpałem z Detroit. Pewnie dlatego, że rapu zacząłem słuchać w kolejności USA -> PL i myślę, że to jest główny powód bo patrząc na to jakie bity robią ludzie w Polsce… spokojnie można brać z nich przykład.

wywiad dla sztosrap.pl z 22 sierpnia.
Read more
Borixon: RND - recenzja

Płyty z serii “powrót po latach” często bywają zwykłymi niewypałami. Kiedy Borixon postanowił po czterech latach wrócić nagrać nowy materiał po sześciu latach, wielu pukało się w czoło. Tym bardziej, że reprezentant Kielc od razu głośno powiedział, że nie będzie to pozycja klasyczna, a produkcja na mocnych, dupstepowych bitach.

Borixon pokazuje jaka jest jego płyta
Rekinowi udało się zamknąć usta wszystkim niedowiarkom i krytykom tworząc na prawdę dobrą płytę. Trzeba przyznać jednak, że duża w tym zasługa producentów, który zadbali o świetne brzmienie “Rap Not Dead”. Zwycięzcą w moich uszach wydaje się być David Gutjar, za wyprodukowanie “Bajki o tym, ze czas nas zmienił..” czy singlowego “Tworzymy historię” z gościnnym udziałem Palucha. Kearson, Bystry Donatan czy DNA, także wykonali kawał dobrej roboty, ale moim zdaniem najlepiej zaprezentował się Gutjar.

Można lubić i nie bity takiego typu jak na “Rap Not Dead”, jednak trzeba przyznać, że są zrobione bardzo dobrze i nie denerwują. Po prostu, są na plus.

Goście to ważny element każdej płyty i tak samo jest w przypadku RND. Zwrotki Popka, Bosskiego i Winiego traktuję z lekkim przymrużeniem oka, jednak o dziwo, człowiek od “skaryfikejszyn modyfikejszyn” wypadł całkiem nieźle. Podobnie jak szef Stoprocent, który idealnie pasuje do takich bekowych tracków. Zawiódł mnie Gedziula. Szkoda, że młody nie wykorzystał swojej szansy na wypromowanie się przed premierą swojej solowej produkcji. Mam też mieszane uczucia co do Kajmana. Świetnie refren w Ferrari, natomiast zwrotka nie za bardzo mi się podoba. Klasę potwierdził Ten Typ Mes nagrywając jedną z najlepszych, o ile nie najlepszą zwrotkę na krążku.

Borixon postanowił wrzucić na produkcję dwa bonusowe tracki. Jeden to ostry dupstepowy remix “Papierosów”, a drugi to już bardzo spokojne “Mój przyjacielu” z chórem na refrenie. Świetne zakończenie udanego projektu.

Borys w “Papierosach” wyjawia, że nie ma czasu na fajne refreny. Trudno się z tym nie zgodzić słuchając chociażby “Dosyć”, “Dilera” czy najgorszych “Rap Not Dead” “Vitamin”. Cóż, przynajmniej wiedzieliśmy o tym dzięki pierwszemu singlowi.

RND to dobra płyta, jednak, choć może zabrzmi to dziwnie, większa w tym zasługa brzmienia i bitów niż samego Borixona. Zwrotki prekursora polskiej strony hip-hop są czasem bardzo proste i ostające od obecnych standardów. Nie twierdzę jednak, że są słabe. 3+
Read more
ONBG: Paulo Dybala

Dybala w barwach Palermo
W ostatnim odcinku cyklu „O Nich Będzie Głośno” poznaliście lepiej Briana Sarmiento. Dzisiaj przybliżymy Wam sylwetkę kolejnego piekielnie utalentowanego Argentyńczyka. Paulo Dybala dla nas jest jednak wyjątkowy, ponieważ ma polskie korzenie. Teraz dzieciak, którego mogliśmy zobaczyć tylko na internetowych serwerach, pokaże, co potrafi w jednej z najsilniejszych lig Europy. 

Popularny „La Joya” karierę rozpoczynał w lokalnym Instituto Atletico Central Cordoba, występującym w drugiej lidze argentyńskiej. Dybala zadebiutował w pierwszym zespole już w wieku siedemnastu lat. W sumie rozegrał 38 spotkań, w których strzelił… siedemnaście bramek. Napastnik ciągle powtarzał, że skupia się na awansie do pierwszej ligi z Instituto, a wszystkie plotki transferowe są miłe, jednak nie zaprząta sobie nimi głowy. Było ich jednak zbyt wiele. Dybala nie mógł ich ignorować.

Zawodnik o wyjątkowo swojsko brzmiącym nazwisku jak większość klasowych graczy nie miał łatwego startu. Kiedy miał piętnaście lat, zmarł jego tata. Jak wiemy, to trudny wiek dla młodego chłopaka i brak tzw. silnej ręki mógł mieć katastrofalne skutku dla kariery piłkarza. Dybala ma jednak silny charakter i kilka dni temu podpisał kontrakt z US Palermo.

Osiemnastolatka łączono raczej z przejściem do FC Barcelona, Interu Mediolan, Milanu, Realu Madryt czy Manchesteru City, ten jednak podpisał czteroletni kontrakt z przeciętnym włoskim klubem. Wydaje się, że karierę chce budować powoli. Był już jeden taki talent, który niedawno zasilił Karpaty Lwów… Spokojnie, Dybale to raczej nie grozi, chociaż spada na niego ogromna presja. Maurizio Zamparini, charyzmatyczny prezydent „Rosanero”, już mówi o nim jako o „nowym Sergio Aguero”.

Przejście na Sycylię może być bardzo dobre dla młodego zawodnika. W Palermo nie będzie się oczekiwało od niego aż tyle co w bardziej renomowanych klubach. Podobnym torem poszedł Javier Pastore, który obecnie jest motorem napędowym Paris Saint-Germain.

Paulo jest Argentyńczykiem, wiec nie może uniknąć porównań do Diego Maradony i Leo Messiego. To czeka każdego utalentowanego zawodnika rodem z kraju, którego stolicą jest gorące Buenos Aires. Dziadek Dybaly, Bolesław, urodził się w wiosce na pograniczu województw małopolskiego i świętokrzyskiego, więc możemy go porównywać nie tylko do bogów futbolu, ale także do Eugena Polanskiego, Ludovica Obraniaka czy Sebastiana Boenischa. Oni najpierw występowali w młodzieżowych kadrach krajów, w których się wychowali, a kiedy powołanie do pierwszej reprezentacji nie przychodziło, przypomnieli sobie o polskich korzeniach. Czy tak będzie z Paulo? Na razie za cel stawia sobie grę w zespole „Albicelestes”.

Oglądając na YouTube filmiki dotyczące Dybaly, nie zachwycimy się tak jak Neymarem, Oscarem, Mourą czy Ronaldo w jego wieku, jednak nie będziemy mieli problemów z dostrzeżeniem talentu. Dybala potrafi przyśpieszyć w odpowiednim momencie, uderzyć z dystansu i ograć obrońcę drużyny przeciwnej. Co najważniejsze, robi to z naturalną lekkością.

Dybala w Palermo będzie grał z numerem dziewięć na koszulce. Podczas prezentacji powiedział, że chciałby powtórzyć swoje osiągnięcia z Ameryki Południowej. – Cieszę się, że w zespole jest wielu zawodników z Ameryki Południowej, to pomoże mi w szybszej aklimatyzacji. Zrobię wszystko, aby dostać miejsce w składzie – stwierdził.

Argentyńczyk już rozpoczął strzelanie w Europie. Co prawda w sparingu z mało wymagającym rywalem, ale jednak. Po tym, jak otrzymał podanie od Zahaviego, przedryblował dwóch rywali i umieścił piłkę w siatce. – Miło strzelić bramkę, jednak wiadomo, że ważniejsze są trafienia w meczach ligowych – trzeźwo zauważa. – Moi koledzy także dzisiaj się dobrze zaprezentowali. Mam jeszcze wiele do nauczenia i muszę ciężko pracować, aby zostać ważnym zawodnikiem zespołu – powiedział po spotkaniu Dybała. Czy tylko mi się wydaje, że o nim będzie głośno?
Read more