Korona Kielce wczoraj przegrała 0:2 z
Zagłębiem Lubin, a raczej z panem “sędzią” Pawłem Pskitem. Arbiter
pokazał w sumie dwadzieścia żółtych kartek w tym aż trzy czerwone. – Nigdy czegoś takiego nie widziałem w mojej piłkarskiej karierze – mówi Tadas Kijanskas.
Pskit na początku spotkania pozwolił
zawodnikom na kilka ostrzejszych wejść, jednak później zdecydowanie się
pogubił i wyciągał kartkę za kartką. Śmieszne jest więc tłumaczenie
niektórych mediów, że arbiter “przyjął określony styl prowadzenia meczu i
konsekwentnie się go trzymał”. Pavel Hapal chyba puścił swoim
zawodnikom materiał z meczów FC Barcelona lub najlepszymi zagraniami
Sergio Busquetsa. Najbardziej pojętnym uczniem okazał się Costa, który
po tym jak lekko dotknął go Paweł Golański upadł na ziemię jak rażony
piorunem. Zawodnik z Zimbabwe był nagradzany soczystą porcją gwizdów
przy każdym kontakcie z futbolówką.
Pskit rozkręcił się w 30. minucie
spotkania, kiedy za “faul” wyrzucił Vlastimira Jovanovicia. Ok, rzut
karny być może powinien zostać podyktowany, ponieważ sędziowie to ludzie
i mają prawo do pomyłek, jednak Serb na pewno nie zasłużył na
wyrzucenie z boiska. Jova pierwsze “żółtko” otrzymał za wejście
na jednym z graczy Zagłębia. Decyzja bardzo sporna, więc nie rozumiem
sensu karania zawodnika za drugie wejście. Co ciekawe chwilę przed
podyktowaniem jedenastki na środku boiska faulowany był Kamil Kuzera.
Gwizdek arbitra milczał.
Do Pskita z pewnością nie byłoby aż tylu
pretensji, gdyby traktował wszystkie zagrania na równi. Kiedy tylko
któryś z Miedziowych upadał na ziemię, sędzia od razu wkładał gwizdek do
ust. Natomiast jeśli faulowany był jeden ze Złocisto-Krwistych, Pskit
kazał grać dalej. Dodajmy do tego notoryczne opóźnianie gry i
prowokowanie nakręconych graczy z Kielc.
Paweł Pskit pochodzi z Łodzi, więc siłą
rzeczy musi kibicować jednej z tamtejszych drużyn. Dziwnym trafem w
następnych trzech kolejkach Korona zmierzy się z ŁKS, Widzewem oraz
Bełchatowem. Nie chcę nic insynuować, jednak bardzo łatwo wyrobić sobie
zdanie na ten temat. Czy na piątkowe spotkanie nie mógł zostać
oddelegowany arbiter z innego miasta? Na pewno uniknęlibyśmy
wynajdywania teorii spiskowych. W takim przypadku idealnie pasuje więc
urywek z legendarnego, jednak wiecznie aktualnego (?) filmu pt. “Piłkarski poker”.
15.04.2012
.png)
By
11:01

0 komentarze