AC Milan zaprezentował się
fenomenalnie w spotkaniu 1/8 finału Ligi Mistrzów z Arsenalem,
rozbijając Kanonierów aż 4:0. Chyba nawet najwięksi optymiście nie
spodziewali się aż takiego pogromu drużyny przyjezdnych.
Po beznadziejnym początku sezonu, Wenger
nastawiał kibiców na prawdziwą walkę w Europie. Wydawało się, że
Arsenalowi powoli wszystko zaczyna wychodzić. Rozgromili Blackburn
Rovers oraz zwyciężyli na trudnym terenie przeciwko Sunderlandowi.
Milan rozwiał wszystkie te marzenia w pył, ponieważ po porażce 4:0,
szanse the Gunners na awans do kolejnej rundy zostały zniwelowane do zera.
Wenger nie ma pomysłu na zespół. Wymówka o
młodej i perspektywicznej drużynie teraz już nie zadziała.
Katastrofalnie zaprezentowała się defensywa Arsenalu, która zawiniła
praktycznie przy pierwszym golu. Gdyby można było dokonać czterech
zmian, Wenger powinien zmienić wszystkich już w przerwie. Nic by to
pewnie nie dało, ponieważ rezerwowy Djorou sprokurował rzut karny.
Pretensji nie można mieć do Wojciecha Szczęsnego, który co prawda
wpuścił 4/5 strzałów, jednak zanotował kilka niezłych interwencji.
Kanonierzy nie mieli żadnej armaty.
Szkoda mi tylko Robina Van Persiego, który wyraźnie odstaje od reszty
swoich kolegów. Latem prawdopodobnie pójdzie droga Thierry’ego
Henry’ego, z tą różnicą, że wybierze stolicę nie Katalonii, a Hiszpanii.
Włochom wychodziło dokładnie wszystko.
Nie dość, że kapitalnie spisywali się w ataku, to potrafili zachować
szczelną defensywę. Podobał mi się Abate, który kiedy widzi, że nie ma
szans na czyste przerwanie akcji, nie patrząc na nic wybija piłkę poza
boisko. Tak się gra po włosku! Pytanie tylko jak Arsenal przygotowywał
się do spotkania, skoro cztery gole zaaplikowało mu trzech zawodników,
którzy ciągle atakowali. Milan wygrał spotkanie Zlatanem, Robinho i
Boatengiem, który nie grał miesiąc. Więc pytanie, Milan taki dobry, czy
Arsenal taki
chujowy
słaby.
chujowy
słaby.
17.02.2012
.png)
By
09:55

0 komentarze