Open top menu
czwartek, 31 maja 2012
Rodgers - dobra decyzja

Miał być Pep Guardiola, jednak Liverpool jako następcę Kanny'ego Dalglisha wybrał Brandona Rodgersa. To lepiej, zdecydowanie. Irlandczyk ma podpisać 3-letni kontrakt, przez co będzie czwartym menedżerem LFC w ciągu dwóch lat.

Kim jest więc zaledwie 39-letni Rodgers? Na pewno nie jest to postać zupełnie anonimowa. Urodził się w 1973 roku w Carnlough. Brendan musiał szybko przerwać swoją piłkarska karierę z powodu kontuzji i od tego czasu kształcił się do roli trenera. Przełom nastąpił w 2004 roku, kiedy Jose Mourinho wybrał młodego taktyka na szkoleniowca drużyn młodzieżowych Chelsea.

Sam mówi, że wiele zawdzięcza The Special One. - Miał na mnie spory wpływ. Łączy nas dzień urodzin oraz chęć do ciężkiej pracy. Mourinho także pracował w wielkim klubie zanim został menedżerem. Wierzymy w pasję do futbolu - komplementuje. Portugalczyk nie zostaje dłużny. - Lubię w nim wszystko. To ambitny człowiek, którzy lubi się uczyć. 

Dwa lata po zatrudnieniu w Chelsea prowadzi już drużynę rezerw. Następnie wchodzi do poważniej piłki pracując w Watfordzie i Reading. Odejście do  typowanego do spadku Swansea okazuje się być jednak strzałem w dziesiątkę. Drużyna w play-offach awansowała do Premier League .

Ekipa "Łabędzi" pierwszy sezon kończy na jedenastym miejscu, jednak przez dłuższy czas miała szanse nawet na awans do europejskich pucharów. Warto podkreślić także świetną postawę Swansea na własnym boisku w meczach z klasowymi zespołami. Do domu bez punktów wraca Manchester City, Arsenal, remisuje Chelsea i Tottenham, a Manchester United wygrywa tylko 1:0 po ogromnych męczarniach. Liverpool, został pokonany zarówno na Liberty Stadium, jak i na Anfield Road. 

Warto podkreślić także styl jaki prezentowała ekipa z Irlandii. Rodgers pomimo okrojonego budżetu i zawodników doświadczonych jedynie na boiskach Championship stworzył mini kopię Barcelony. Beniaminka przez chwilę zaczęto nawet nazywać Swansealloną, ze względu na długie trzymanie piłki oraz szybkie akcje. To był radosny futbol.Co ciekawe, pod względem czasu przy piłce Swansea, grając swój pierwszy sezon w Premier Leage, ustępowała jedynie Manchesterowi City.

Liverpool nie ma nic do stracenia zatrudniając Rodgersa, który weźmie ze sobą swoich współpracowników ze starej pracy. Oby tylko udźwignął presję, która jest całkiem spora. Mimo wszystko nie obstawiałbym top four w przyszłym sezonie, jednak na pewno piękny futbol, połączenie filozofii Mourinho i Guardioli. Czy to możliwe?
Read more
sobota, 26 maja 2012
Zlikwidować karne? Głupota

FIFA, a dokładniej jej prezydent, Sepp Blatter chce wyrzucić z piłki nożnej rzuty karne. Jest to pomysł tak głupi i niedorzeczny, że aż postanowiłem o tym napisać.

W tej edycji Champions League o awansie do finału zadecydowały serie jedenastek. Najpierw Bayern Monachium wyeliminował w ten sposób Real Madryt, a w wielkim finale zginął od swojej własnej broni, ulegając Chelsea.  "Kiedy piłka nożna dochodzi do rozstrzygnięć w rzutach karnych, traci swoją istotę", powiedział podczas specjalnego kongresu w Budapeszcie Blatter. 
Read more
wtorek, 22 maja 2012
Czy radna Zapała wie co mówi?

Korona Kielce jest w poważnych tarapatach. Piąty klub ubiegłego sezonu nie dostał potrzebnych 3,8 miliona złotych na dalsze funkcjonowaniei straszy nawet zgłoszeniem upadłości. – Ta kwota jest niezbędna – mówi rzecznik prasowy klubu, Paweł Jańczyk. Zniknięcie klubu to najczarniejszy scenariusz, jednak możemy spodziewać się bardzo ciężkiego sezonu.

Obejrzałem reportaż z sesji rady miasta i kiedy słuchałem niektórych wypowiedzi, a szczególnie radnej Zapały, zrobiło mi się wstyd, że tacy ludzie rządzą tym miastem.
Read more
Vuko dziękuje "piknikom"

W ostatniej kolejce Korona straciła wszystkie szanse na mistrzostwo oraz europejskie puchary, natomiast Legia musi liczyć na cud, jeśli będzie chciała świętować na koniec sezonu. Korona na pewno nie będzie chciała pomóc stołecznym, tylko zwyciężyć i podsumować jeden z lepszych sezonów w historii.

- Trzeba szukać pozytywów. Być może na Łazienkowskiej zaprezentujemy się lepiej, ponieważ zejdzie z nas presja. Nasze marzenia prysły. Nie wygraliśmy, a inne mecze nie rozstrzygały się na naszą korzyść. Chcielibyśmy sprawić w niedzielę niespodziankę, którą byłaby wygrana na Legii. To klasowa drużyna, która pokazała swoją siłę w lidze europejskiej. Urwanie punktów na Łazienkowskiej zawsze dobrze smakuje – powiedział Leszek Ojrzyński. Chociaż Korona nie walczy w tym sezonie już o nic, to i tak nie odpuści ostatniego spotkania. – Nie ma co ukrywać, że za nami dobry sezon. Widzew nas trochę przyhamował, ale przed spotkaniem z Łodzianami mieliśmy nawet szanse na Mistrzostwo. Piłka jest nadal w grze i jedziemy do Warszawy po zwycięstwo.
Read more
Podsumowanie Mistrzów

 Marca świętuje Mistrzostwo Hiszpanii zdobyte przez Real! Dziennik opublikował specjalną stronę internetową, w której możemy przypomnieć sobie wszystko co najlepsze z trwającego jeszcze sezonu. Serwis: tutaj. Kibice mogą zamieszczać także swoje zdjęcia, czym podziękują zawodnikom za chwile radości.

Momenty:
9. kolejka: Real Madryt gromi Malagę na La Rosaleda, natomiast Barcelona męczy się u siebie z innym andaluzyjskim zespołem, Sevillą. W końcu sędzia dyktuje dyskusyjny rzut karny w ostatniej minucie, do którego podszedł Lionel Messi. “Pchła” nie udźwignęła jednak presji i przegrała pojedynek z Javim Varasem! Madryt na czele.

17. kolejka: Po przegranym 1:3 Gran Derbi nikt nie wierzył w piłkarzy ze stolicy. “Królewscy” szybko się otrząsnęli i rozbili na wyjeździe Sevillę aż 6:2. Fenomenalnym strzałem popisał się Cristiano.

23. kolejka: Barca uległa Osasunie 3:2, natomiast Real łatwo wygrał ze świetnym wówczas Levante. W tym momencie Los Blancos mieli dziesięć punktów przewagi nad odwiecznym rywalem.

33. kolejka: Real rozgromił przewagę. Barcelona grała mecz dzień wcześniej i jeśli Merengues przegraliby z Atletico Madryt drużyny dzieliłby tylko jeden punkt. Cristiano był jednak niezawodny. Strzelił trzy gole, jednego dorzucił Caletti i stolica ponownie była biała.

35. kolejka: Madryt wówczas praktycznie wygrał ligę. Wynik ostatniego w tym sezonie Gran Derbi otworzył Sami Khedira, jednak w drugiej połowie Katalończcy wyrównali. Chwilę po trafieniu Alexisa na 1:1, Ronaldo wyszedł sam na sam z Valdesem i uciszył Camp Nou. Campeones!

Dziennikarze Marki ocenili także zawodników “Królewskich” za wspaniały sezon ligowy 2011/2012. Możecie zrobić to sami na tej stronie.

Iker Casillas – Niezwykły. Przez cały sezon bronił na wysokim poziomie, jednak najbardziej zapadną nam w pamięć niewiarygodne interwencje z meczu z Sevillą czy ostatniego Gran Derbi, gdzie równie cudownie sparował strzał Xaviego. 7

Álvaro Arbeloa – Złapał zaufanie Mourinho w drugiej części sezonu. W defensywnie zawsze poprawny, jednak trudno chwalić go za grę do przodu. 6

Sergio Ramos – To był jego pierwszy sezon na środku obrony. Sergio ma idealne warunki fizyczne na tą pozycję, a gra na środku obrony zdecydowanie ogranicza jego taktyczne braki, które były widoczne, kiedy występował na boku defensywy. 8

Pepe – Portugalczyk było 50% lepszym piłkarzem, gdyby miał “zimniejszą” głowę. Szybki i skuteczny w walce o górne piłki. Kiedy Pepe odbiera piłkę na środku boiska, wiedz, że coś się będzie działo. Jest o wiele lepszym zawodnikiem, kiedy skupia się na grze. 8

Marcelo – Bez niego trudno byłoby o sukces. Stanowi alternatywę przed rozpoczęciem meczu i świetnie współpracuje z Cristiano na lewej flance. Ponadto tworzy atmosferę w szatni. 7

Xabi Alonso – Ma ogromne znaczenie w drużynie Mourinho. Jest łącznikiem pomiędzy obroną i atakiem. Gra niemal zawsze. 7

Sami Khedira – Pierwszy partner dla Xabiego według Mou. Niemiec jest specem od czarnej roboty. Nie imponuje dryblingami, jednak bardzo trudno go ograć. Strzelił jednego z ważniejszych goli sezonu: podczas klasyku na Camp Nou. 6

Cristiano Ronaldo – Wybitny. Bramki niekwestionowanego lidera drużyny w znacznym stopniu przyczyniły się do Mistrzostwa. Pobił wszystkie rekordy, a gole wbijane Barcelonie, Osasunie czy Atletico uszczęśliwiły wszystkich fanów. Portugalczyk z każdym rokiem jest dojrzalszym zawodnikiem. Gra mniej pod siebie, a więcej dla drużyny. 10

Ángel Di María – Przed kontuzją rozgrywał fenomenalny sezon liderując w klasyfikacji asystentów. Pomocnik jest obdarzony świetną kondycją, strzałem z dystansu oraz dobrym dryblingiem. 7

Karim Benzema – Najlepszy sezon Francuza w Hiszpanii. Nie mówimy o samych bramkach, ponieważ Karim daje bardzo dużo drużynie. Jego trafienia bywają wybitne, jak choćby “strzał Van Bastena” w meczu z Osasuną. 9

Mesut Özil – Jego lewa stopa odegra znaczącą rolę w przyszłości “Królewskich”. W momencie potrafi zagrać niekonwencjonalnie i stworzyć sytuację bramkową. 8

Gonzalo Higuaín – Pomimo, że przegrywa rywalizację z Benzemą i tak jest bezcenny. Często strzela gole i nigdy nie ustępuje. 8

José María Callejón – Rzadko gra w pierwszym składzie, a strzelił ponad dziesięć goli. To wielka wydajność. Dobre statystyki i wielki charakter. 7

Kaká – W pewnym momencie wydawało się, że Brazylijczyk powrócił do dawnej wielkiej formy. Jedna jaskółka wiosny jednak nie czyni. Kolejny słaby sezon. 4

Lass – Latem miał odejść, jednak ostatecznie został w Madrycie. Na początku sezonu grał, ale później został odsunięty od składu. 4

Fábio Coentrão – W kratkę. Mourinho sprowadzając go zwiększył rywalizację na lewej stronie defensywy. Piłkarz kupiony z Benfiki najlepszy mecz rozegrał na Camp Nou, gdzie idealnie pokrywał Daniego Alvesa. 5

Raphaël Varane – Młody Francuz to jedno z największych zaskoczeń tego sezonu. Co prawda grywał niewiele, jednak kiedy już był na murawie, nie popełniał błędów. Strzelił także jednego pięknego gola. 8

Esteban Granero – Odgrywał ważną rolę w drugiej części sezonu. 6

Nuri Şahin – Największe rozczarowanie. Kontuzja pokrzyżowała jego plany i ponoć to głównie przez nią prawie w ogóle nie grał, kiedy był już zdrowy. 5

Raúl Albiol – Przegrywa rywalizację z wszystkimi stoperami i latem prawdopodobnie zmieni klub. 5

Hamit Altintop – Kolejny rozczarowujący transfer. 5

Antonio Adán – Grał tylko w Copa del Rey i Lidze Mistrzów.

José Mourinho – Udało mu się przerwać maraton Barcelony i kończyć sezon z rekordową ilością bramek. Jego taktyka przez niektórych jest kwestionowana, jednak przynosi sukcesy. 10

Read more
Asy Ojrzyńskiego

Korona Kielce udowodniła, że lekką zniżkę formy ma już za sobą. Piłkarze ze stolicy świętokrzyskiego wygrali drugi wyjazdowy mecz z rzędu w stosunku 2:0. Tym razem byli lepsi od GKSu Bełchatów. To był jeden z ostatnich zakrętów w drodze po wymarzone puchary, a przy remisie Legii Warszawa z Jagiellonią, może po coś więcej?

Jeśli ktoś oglądał potyczkę Korony z Łódzkim Klubem Sportowym miał prawo mieć deja vu. “Żółto-Czerwoni” po raz kolejny szybko strzelili dwa gole, a później oddali inicjatywę rywalom. Nie wynikało to ze słabości naszych piłkarzy, a z dobrze nakreślonego planu taktycznego. Korona od razu “siada” na przeciwnika, aby przez resztę meczu odpoczywać i skupiać się na kontratakach. – Moi piłkarze nie zagrali va banque – powiedział po meczu Leszek Ojrzyński. To prawda. W drugiej części gry GKS nie miał już siły ani pomysłu na zagrożenie bramce Pilarza, ponieważ Korona zgniotła swojego oponenta ciągłym pressingiem i szczelną defensywą, a mając dwubramkową zaliczkę, nie musiała brawurowo konstruować akcji.

Bohaterem spotkania był Pavol Stano, środkowy obrońca, który zawstydził wszystkich napastników grających w T-Mobile Ekstraklasie. Leszek Ojrzyński ma prawo narzekać na nadmiar (nie)skutecznych napastników. Daniel Gołębiewski do siatki trafił tylko w meczu z Lechem Poznań, dorobek strzelecki Łukasza Jamroza zatrzymał się na dwóch bramkach w debiucie, Mateusz Łuczak jeszcze do siatki w barwach Korony nie trafił, a Maciej Korzym jest zawieszony za kartki. Potrzeba matką wynalazków, więc szkoleniowiec Korony postanowił przesunąć Stano do ataku. Taki manewr w krytycznych sytuacjach stosował jeszcze Marcin Sasal, jednak dopiero Ojrzyński zdecydował się dać Słowakowi szansę gry z przodu od pierwszej minuty. To był strzał w dziesiątkę. 34-latek nie tylko strzelił dwa gole (nie tylko!), ale także świetnie zastawiał się, odbierał futbolówki w środku pola, dokładnie podawał do wybiegających kolegów, a także bawił się w zagrania techniczne. A to zdecydował się na niekonwencjonalny drybling w polu karnym, a to przerzucenie piłki nad interweniującym obrońcą. Tak opisywać można zagrania gwiazd z niemieckich czy włoskich boisk, natomiast trudno znaleźć drugiego takiego zawodnika w lidze polskiej. Paweł Sobolewski wyjawił, że manewr ze Stano w ataku był trenowany w ostatnim tygodniu. Leszek Ojrzyński po raz kolejny w tej rundzie zaskoczył swojego kolegę po fachu wyciągając asa z rękawa. W meczu z Jagiellonią takowym był Łukasz Jamróz, który także dwukrotnie trafił do siatki.

Po raz kolejny bardzo dobry występ zanotował Artur Lenartowski. Młody pomocnik na początku sezonu był wyraźnie zagubiony, jednak z każdą kolejką widać było po nim większe doświadczenie i lepszą grę. W spotkaniu z ŁKS strzelił bramkę, a w sobotę świetnym podaniem, które ten zamienił na bramkę obsłużył Stano. Piłkarz sprowadzony z Rakowa nie boi się pójść w drybling czy zagrać niekonwencjonalnie. Jeśli “Kaka” będzie się tak dalej rozwijał, w następnym sezonie możemy mieć z niego sporą pociechę. Na pochwałę zasługuje także Krzysztof Pilarz, który po dłuższej przerwie wrócił do bramki i nie popełnia błędów, a zalicza pewne interwencje. Dobrze prezentowała się także przemeblowana defensywa z Malarczykiem i Kijanskasem w środku. Ta pozycja w naszym zespole jest mocno obsadzona, ponieważ w odwodzie pozostają Krzysztof Kiercz i Pavol Stano, chociaż Słowak po ostatnich popisach może stanowić większe zagrożenie dla Gołębiewskiego i Łuczaka.

Na dwie kolejki przed końcem sezonu Korona prezentuje się bardzo dobrze. Leszek Ojrzyński dobrze poukładał zespół, a piłkarze zamknęli usta wszystkim krytykom. Do pierwszego miejsca tracą tylko dwa punkty i chyba śmiało można powiedzieć, że obok Lecha Poznań prezentują się najlepiej ze wszystkich drużyn walczących o puchary. Utrzymajmy to dalej.

1.05.2012
Read more
40-letni fanboy

 Tydzień temu Wojciech Kowalczyk obchodził czterdzieste urodziny. To piękny wiek dla mężczyzny, jednak często mówimy o tzw. “kryzysie wieku średniego”, kiedy człowiek nie za bardzo wie co się z nim dzieje.
Szanuję “Kowala” za to co osiągnął podczas swojej piłkarskiej kariery, lubię słuchać jego wypowiedzi na tematy związane z kadrą i Ekstraklasą, jednak kiedy przychodzi mu skomentować coś związanego z FC Barcelona, traci rozum, albo zamienia ten narząd z dwunastolatkiem.

Kowalczyk nie ukrywa tego, że sympatyzuje “Dumie Katalonii”. Nie ma w tym oczywiście nic złego, jednak w jego przypadku jest to już po prostu ślepe zapatrzenie. Rok temu, kiedy Real zwyciężył w finale Pucharu Króla, były reprezentant Polski napisał na swoim blogu, że to “Puchar Weszło”. Dla mniej zorientowanych, to jakże nieprestiżowe trofeum było żartem skierowanym ku prezesowi Polonii Warszawa, jednak nie zagłębiajmy się w to, tylko zajmijmy się poważnym futbolem.

Po wczorajszych Gran Derbi, Kowalczyk swój wpis na blogu rozpoczął wyjątkowo idiotycznie. “Widzicie? Tak to jest, jak się nie słucha inteligentnego człowieka, czyli Guardioli. Zdobył gość mistrzostwo tyle razy, że Mourinho może tylko pomarzyć i już jakiś czas temu wolał się skupić na Lidze Mistrzów. Efekt mieliśmy dzisiaj.” Nie wiadomo czy się śmiać, czy płakać.

Mourinho zdobył dwa mistrzostwa Portugalii, dwukrotnie triumfował w Anglii, tyle samo razy w Italii, a do tego dochodzą także różne puchary takie jak puchary krajowe, Superpuchary czy trofea zdobywane na arenie międzynarodowej. Guardiola zdobył trzykrotnie mistrzostwo Hiszpanii. Kto to ma komu zazdrościć? Ciekawe jest też nazywanie Mourinho “pseudo trenerem z Madrytu”. Jeszcze śmieszniejszy jest argument o odpuszczeniu sobie ligi i skupianiu się na Champions League.

Czyli Guardiola poszedł na spotkanie z Sandro i powiedział “Witam prezesie, niestety, ale chyba odpuścimy sobie Gran Derbi, jakoś tak nam się nie chce, i tak nie odrobimy tych czterech punktów”? Rozumiem jeszcze, gdyby “Kowal” napisał coś takiego przy dziesięciopunktowej przewadze, ale przecież jeśli Barca by wczoraj wygrała, zmniejszyłaby stratę tylko do jednego “oczka” i narzuciła na “Królewskich ogromną presję”. Zresztą, jaki profesjonalny klub może odpuścić sobie tak ważne i prestiżowe spotkanie? Przecież nawet w najniższych klasach rozgrywkowych derby to świętość. Miliony za zwycięstwa i honor, ale co tam, odpuszczamy ligę!

“Dlaczego Tello i Thiago nie wyszli w pierwszym składzie w Londynie? Dlaczego Messi człapał jak Ljuboja, a Xavi wyglądał jak Radović? Bo nie myśleli o lidze. Proste”, kontynuuje “Kowal”. Rozumiem, że Xavi specjalnie nie wykorzystał stuprocentowej sytuacji, a Puyol stał nad piłką, żeby przypadkiem nie zawalić planu, którego celem była porażka? Messi to wybitny zawodnik, ale ja stale będę upierał się przy tezie, że bez Xaviego i Iniesty traci na wartości. Tak było wczoraj. Słabiej grała wymieniona dwójka, Messi także był niewidoczny.

Dla mnie przykładem obiektywnego komentatora jest kolega z pracy “Kowala”, Mateusz Borek. Chociaż kibicuje Realowi, potrafi go zganić i nie szuka wymówek. Kowalczyk natomiast przypomina mi 12-latka z forum, który zrobi wszystko, żeby dopiec rywalowi i wychwalać swój ukochany zespół. Na pewno też takich znacie i raczej nie grzeszą inteligencją.

“Wygrał zespół zdecydowanie lepszy – bezdyskusyjnie. Ale przeciwnicy nie podjęli rękawicy, bo wszystko podporządkowali Chelsea”. Panie Kowalczyk, trochę więcej obiektywności. Wiek zobowiązuje..

tekst także na realmadryt.net
Read more
Piłkarski Poker 2012

Korona Kielce wczoraj przegrała 0:2 z Zagłębiem Lubin, a raczej z panem “sędzią” Pawłem Pskitem. Arbiter pokazał w sumie dwadzieścia żółtych kartek w tym aż trzy czerwone. – Nigdy czegoś takiego nie widziałem w mojej piłkarskiej karierze – mówi Tadas Kijanskas.


Pskit na początku spotkania pozwolił zawodnikom na kilka ostrzejszych wejść, jednak później zdecydowanie się pogubił i wyciągał kartkę za kartką. Śmieszne jest więc tłumaczenie niektórych mediów, że arbiter “przyjął określony styl prowadzenia meczu i konsekwentnie się go trzymał”. Pavel Hapal chyba puścił swoim zawodnikom materiał z meczów FC Barcelona lub najlepszymi zagraniami Sergio Busquetsa. Najbardziej pojętnym uczniem okazał się Costa, który po tym jak lekko dotknął go Paweł Golański upadł na ziemię jak rażony piorunem. Zawodnik z Zimbabwe był nagradzany soczystą porcją gwizdów przy każdym kontakcie z futbolówką.

Pskit rozkręcił się w 30. minucie spotkania, kiedy za “faul” wyrzucił Vlastimira Jovanovicia. Ok, rzut karny być może powinien zostać podyktowany, ponieważ sędziowie to ludzie i mają prawo do pomyłek, jednak Serb na pewno nie zasłużył na wyrzucenie z boiska. Jova pierwsze “żółtko” otrzymał za wejście na jednym z graczy Zagłębia. Decyzja bardzo sporna, więc nie rozumiem sensu karania zawodnika za drugie wejście. Co ciekawe chwilę przed podyktowaniem jedenastki na środku boiska faulowany był Kamil Kuzera. Gwizdek arbitra milczał.

Do Pskita z pewnością nie byłoby aż tylu pretensji, gdyby traktował wszystkie zagrania na równi. Kiedy tylko któryś z Miedziowych upadał na ziemię, sędzia od razu wkładał gwizdek do ust. Natomiast jeśli faulowany był jeden ze Złocisto-Krwistych, Pskit kazał grać dalej. Dodajmy do tego notoryczne opóźnianie gry i prowokowanie nakręconych graczy z Kielc.

Paweł Pskit pochodzi z Łodzi, więc siłą rzeczy musi kibicować jednej z tamtejszych drużyn. Dziwnym trafem w następnych trzech kolejkach Korona zmierzy się z ŁKS, Widzewem oraz Bełchatowem. Nie chcę nic insynuować, jednak bardzo łatwo wyrobić sobie zdanie na ten temat. Czy na piątkowe spotkanie nie mógł zostać oddelegowany arbiter z innego miasta? Na pewno uniknęlibyśmy wynajdywania teorii spiskowych. W takim przypadku idealnie pasuje więc urywek z legendarnego, jednak wiecznie aktualnego (?) filmu pt. “Piłkarski poker”.

15.04.2012
Read more
Oglądałem Barcelonę, więc...

Co prawda daleki jestem od kreślenia teorii spiskowych o pomaganiu Barcelonie przez arbitrów, jednak otwarcie mówię o moich uczuciach do drużyny “Dumy Katalonii”, a profil Oglądałem Barcelonę, więc wiem co to aktorstwo na facebooku mam zalajkowany.

Co prawda decyzja arbitra w 43 minucie meczu z Milanem była nieco dyskusyjna, jednak moim jak i wielu zdaniem, w tym kibiców Barcelony, gdyby Sergio Busquets (ponownie!) nie dołożył swoich jakże wyćwiczonych umiejętności aktorskich, jedenastka nie byłaby podyktowana. Sytuacja była bardzo klarowna: Puyol lekko popycha Nestę, który przewraca Busquetsa. Fakt, że ten trzymał Katalończyka za koszulkę nie jest bardzo istotny, ponieważ robi to 90% zawodników w polu karnym podczas wykonywania rzutu rożnego
.
Czy coś wam to przypomina? Cristiano podaje, przewraca go jeden z zawodników Barcy, a Portugalczyk mimowolnie upada powalając Mascherano, który upada jak trafiony piorunem. Arbiter użył gwizdka dopiero wtedy, kiedy Higuain wpakował piłkę do siatki.

8.04.2012
Read more
no image

“Zwycięży Orzeł Biały, zwycięży polski klub”, śpiewają kibice Wisły Kraków przed każdym meczem. Kiedy spojrzą jednak na murawę, zobaczą zbieraninę zagranicznych piłkarzy, którzy albo myślą o odcinaniu kuponów, albo szybkiej promocji i ucieczce do silniejszej ligi. Gdzie ta Polska?

Każdy kibic chce się identyfikować z jakimś zawodnikiem swojej ulubionej drużyny. O ile parę lat temu na Reymonta nie było z tym problemów, tak dzisiaj, po odsunięciu Patryka Małeckiego od drużyny kibice siedzący za jedną z bramek nie mają na boisku swojego bożyszcza, zawodnika, którego nazwisko oklaskuje się z przyjemnością.

Regularne występy zalicza Cezary Wilk, jednak poza nim na murawie nie ma innego walczącego rodaka. Jacek Bednarz i Stan Valckx mają nie lada zadanie: muszą “spolonizować” krakowski zespół, bo fakt, że w meczu z Bełchatowem na murawie nie przebywał żaden Polak, jest po prostu powodem do wstydu.

W kadrze “Białej Gwiazdy” jest tylko pięciu zawodników urodzonych nad Wisłą z szansami na grę. To Czekaj, Garguła, Wilk i wiecznie kontuzjowany Boguski oraz powoli kończący karierę Sobolewski. Słabo. Być może do tej grupy dołączy Patryk Małecki, który w środku tygodnia wrócił do treningów, ale nie jest powiedziane, że od razu otrzyma powołanie.

Kto więc mógłby dodać Wiśle prawdziwego, ojczystego charakteru? Latem zespół prawdopodobnie opuści najlepszy strzelec, Dudu Biton, którego trzeba będzie zastąpić. Najlepsza opcją może być.. Paweł Brożek, który kiedyś był ulubionym piłkarzem krakowskich trybun.

Wychowanek Polonii Białogon odszedł do Trabzonu, jednak tam nie zrobił oszałamiającej kariery. Zimą przeszedł do Celtiku, aby powrócić do formy strzeleckiej na Euro 2012. Wraz z jego przyjściem, Giorgios Samaras przypomniał sobie jak strzelać bramki i “Broziu” musiał zaprzyjaźnić się z ławką rezerwowych. Na murawie przebywał przez bagatela pół godziny. Ostatnio trafił jednak do bramki, niestety, w meczu rezerw. Bardzo prawdopodobne, że Celtic nie zdecyduje się wykupić Brożka po sezonie i ten będzie musiał szukać sobie nowego pracodawcy.

Drugą sensowną opcją do wzmocnienia linii ataku i wypełnienia luki po Bitonie jest snajper chorzowskiego Ruchu, Arkadiusz Piech. Za 27-ltkiem przemawia nie tylko osiem zdobytych w tym sezonie bramek, ale także ogromna waleczność. Dla niego nie ma straconych piłek, a każdy kibic uwielbia zawodników o takiej charakterystyce gry. 1-krotny reprezentant Polski mógłby zostać bożyszczem kibiców, którzy dzięki zaangażowaniu mogliby zapomnieć o jego chorzowskiej przeszłości.

Sam zawodnik powinien być zainteresowany przenosinami do Krakowa, ponieważ mógłby tam liczyć na zdecydowanie wyższe zarobki i grę w co jak co, ale bardziej prestiżowym klubie od Rucha.
Wiślacy nie mają co liczyć na swoją młodzież, ponieważ drużyna w Młodej Ekstraklasie zajmuje dopiero trzynasta lokatę.

Po zakończeniu tego sezonu kończy się umowa podstawowego bramkarza Wisły, Sergeia Pareiko i nie mówi się zbyt głośno o jej przedłużeniu. Estończyk potrafi popisać się świetną interwencją, ale czasem zdarzają mu się spore klopsy, które często przesądzają o wyniku spotkania. Pozostanie więc po nim luka którą trzeba będzie zapełnić. Jako jego następcę widzę 21-letniego Łukasza Skorupskiego z Górnika Zabrze, którzy przebojem wdarł się do Ekstraklasy i spisuje się w niej bardzo dobrze.

Dlaczego polskie czołowe zespoły tak rzadko zaglądają na boiska pierwszej ligi? W Zawiszy Bydgoszcz czołową postacią jest rówieśnik wymienionego wcześniej Skorupskiego, pomocnik Adrian Błąd. Sprowadzenie go na pewno nie byłoby bardzo kosztowne, a zawodnik z pewnością zasuwałby na murawie.
W Zagłębiu Lubin świetnie gra Akradiusz Woźniak. Młody piłkarz ma lekkość dryblingu, dużo widzi na boisku i nie boi się grać ofensywnie. Jeśli “Miedziowi” po tym sezonie pożegnają się z T-Mobile Ekstraklasą, sprowadzenie go na Reymonta nie powinno być trudnym zadaniem.

Czy któryś z wymienionych przeze mnie zawodników latem wzmocni kadrę Michała Probierza? Bardzo prawdopodobne, że nie, ale przynajmniej kibice nie musieliby kłamać śpiewając swój hymn.

24.03.2012
Read more
no image

“Moskal Kazimierz, nie rusz Kazika, bo zginiesz!” – skandowali kiedyś kibice Wisły Kraków. Moskal jednak nie jest już szkoleniowcem “Białej Gwiazdy” i jak wiele wskazuje, nikt nie będzie po nim płakać, ponieważ drużynę przejął dla wielu cudotwórca, Michał Probierz. Co prawda w serwisie pojawił się już jeden tekst na temat 6-krotnego reprezentanta Polski, jednak zapraszam do sprawdzenia nieco innego spojrzenia na sprawę.

Popularny Kaziu po praz pierwszy otrzymał szansę na samodzielne prowadzenie zespołu. Wcześniej był asystentem m.in Wernera Liczki, Jerzego Engela, Dana Petrescu, Dragomira Okuki czy Henryka Kasperczaka, a ostatnio Roberta Maskanta, więc miał od kogo zbierać trenerskie szlify.
Kiedy wreszcie otrzymał upragnioną szansę bycia głównym szkoleniowcem, bardzo szybko poległ. Gdyby nie zbieg okoliczności i trafienie z 93 minuty w spotkaniu Fulham – Odense, Moskal prawdopodobnie straciłby pracę już na początku zimy, jednak presja wywierana przez kibiców nie pozwoliła na pożegnanie się z legendarnym zawodnikiem.

Przygoda Moskala z ławką trenerską “Białej Gwiazdy” mogła trwać zdecydowanie dłużej, gdyby nie kilka błędów, popełnionych przez niedoświadczonego szkoleniowca. Oto pięć największych grzechów.

5. “Mogą mi mówić Kaziu”, czyli brak charyzmy
W jednym z wywiadów Moskal powiedział podobne słowa. Wygląda na sympatycznego faceta, jednak nie wyobrażam sobie go, kiedy trzęsie szatnią motywując zawodników. To na pewno odbija się na późniejszej postawie na boisku. Trudno winić za to samego Moskala, ponieważ poszczególne cechy charakteru są indywidualną cechą każdego człowieka, jednak to mogło zaważyć na słabych wynikach krakowian.

4. Zaufanie do Nuneza
Argentyńczyk kompletnie zawiódł przeciwko Standardowi podczas pierwszego spotkania 1/16 finału Ligi europejskiej, popełnił kilka błędów przeciwko Zagłębiu Lubin, a mimo to w rewanżu wybiegł od pierwszej minuty i.. złapał bezsensowną czerwoną kartkę.

3. Zimowa posucha
Bogaty jak na polskie warunki klub nie kupił zimą ani jednego zawodnika, a gołym okiem było widać, że kilka pozycji powinno zostać wzmocnionych. Dodatkowo Moskal nie pożegnał się z paroma piłkarzami, których umiejętności nie są odpowiednie do gry w zespole Mistrza Polski.

2. Genkow zamiast Bitona
45-latek uparł się, aby posadzić najlepszego napastnika zespołu na ławce rezerwowych i dawać szanse na grę wyraźnie słabszemu Genkowowi. Izraelczyk przewyższa Bułgara pod każdym względem piłkarskiego abecadła i to on był zdecydowanie lepszym wyborem.

1. Ultradefensywa na Standard
Standard Liege nie był zespołem nie do przejścia przez krakowską Wisłę, a Moskal wyraźnie nie zauważył słabości swojego rywala. Wisła już w Krakowie mogła wygrać nawet w dziesiątkę, jednak na rewanżowe spotkanie trener nie zrobił nic, aby zdecydowanie zaatakować przeciwnika. Moim zdaniem zmiany powinny zostać przeprowadzone już w przerwie. W drugiej części gry sytuację na pewno skomplikowała czerwona kartka, ale wpuszczenie na murawę Bitona przy takiej bezsilności Standardu dopiero w ostatnim kwadransie woła o pomstę do nieba.

 gdzieś w lutym pisane
Read more
no image

O tym, że Bakero powinien zostać zwolniony pisałem, nie tylko ja, już po serii pięciu spotkań Lecha Poznań bez strzelonego gola. Jacek Rutkowski w różowych okularach był zapatrzony w CV piłkarskie Baska, bo o trenerskim tutaj nie ma żadnej mowy i postanowił spierdolić Lechowi kolejny sezon. Brawo, udało się.

Nie wiem czym kierował się prezes Kolejorza, ale na pewno nie zdrowym rozsądkiem. Kiedy wszystkie media trąbiły o rychłym końcu byłej gwiazdy Barcelony, Lech wygrał dwa spotkania na własnym boisku, z przedostatnim w tabeli ŁKS 4:0 oraz najgorszym zespołem T-Mobile Ekstraklasy, Zagłębiem Lubin. Ot mi wielka sztuka patrząc na potencjał kadrowy swój i rywali. Nie wiem co dobrego można było widzieć w postawie Poznaniaków, jednak na pewno nie poprawę. Gdyby Miedziowi mieli odrobinę więcej szczęścia, to i to spotkanie mogło zakończyć się blamażem.

Rutokwski postanowił jednak odroczyć egzekucję na swoim zespole i nie zwolnił hiszpańskiego szkoleniowca, pomimo wyraźnego nacisku ze strony kibiców. To okazało się wielkim błędem, który można było przewidzieć. Bakero nie odmienił oblicza zespołu i przegrał w fatalnym stylu dwa spotkania. Lepszy okazał się Bełchatów, który po raz pierwszy od niepamiętnych czasów wygrał na wyjeździe oraz chorzowski Ruch.

Porażki można jeszcze jakoś przeboleć, jednak styl w jakim zostały one poniesione nie wystawi dobrej oceny całemu sztabowi szkoleniowemu. Piłkarze pomimo zagranicznego zgrupowania w słonecznej Hiszpanii wyraźnie odstawali od rywali pod względem przygotowania fizycznego. Już lepiej patrzyło się na ŁKS, który niemal cała zimę spędził na hali.

Kiedy Jose Mourinho obejmował Chelsea Londyn nauczył się języka angielskiego. Kiedy przechodził do Interu, po kilku miesiącach włoski miał opanowany do perfekcji. To przyniosło sukces. Lech jak każda drużyna, w trudnych momentach potrzebuje “suszarki” od szkoleniowca. Jose Mari nie ma jednak żadnej charyzmy co w połączeniu z brakiem znajomości polskiego choćby w najmniejszym stopniu daje cichą i słabo zmotywowaną szatnię, co przekłada się na wyniki.

Bakero w Polsce jako trener nie pokazał zupełnie nic, jeśli nie liczymy zmiany najpiękniej grającej drużyny Ekstraklasy na chłopców do bicia. Ktoś może mówić, “ale jak to, przecież ograł Manchester City i awansował do 1/16 finału ligi europejskiej”. To był sukces Jacka Zielińskiego, który zespół zostawił dokładnie trzy dni przed szlagierowym pojedynkiem. A wygrana z Bragą w pierwszym meczu? Przypomnijcie sobie warunki atmosferyczne przy Bułgarskiej, w rewanżu Portugalczycy byli ekipą wyraźnie lepszą.

Potwierdza się moja teoria spiskowa co do wielkich trenerów rodem z Barcelony. Barcelona Pepa Guardioli także nie ogrywałaby wszystkich, gdyby nie geniusz kilku zawodników, a tutaj kim miał straszyć Bakero, Ślusarskim?

Później Bask nie potrafił wykrzesać nic z zespołu, który piłkarsko nawet nie stoi, a systematycznie się cofa. Andrzej Strejlau krytykuje decyzje o zwolnieniu Bakera, jednak jest to głos jak najbardziej mylny. Nie dość, że Kolejorz może wreszcie wyjdzie na prostą i piłkarze nie będą grać przeciwko szkoleniowcowi, to także sporo zostanie w kasie klubu.

Pytanie tylko, kto poprowadzi poznańską lokomotywę.  Na to stanowisko namaszczony został już Michał Probierz, jednak swoją reputację w dużej mierze zawdzięcza mediom i kilku spotkaniom na ławie ŁKS. W Jagiellonii przecież odpadł w pierwszej rundzie kwalifikacyjnej do Europa League, a w Grecji, którą miał zawojować pożegnano go bez jakiegokolwiek żalu. Ten sezon i tak jest już stracony, więc czemu nie dać poprowadzić zespołu aktualnie drugiemu trenerowi, Mariuszowi Rumakowi? Lecha i tak nie da się bardziej zepsuć, a latem, zarząd powinien bezzwłocznie sprowadzić na ławkę trenerską Waldemara Fornalika, który w biednym Ruchu dokonuje cudów.

25 luty 2012
Read more
no image

 AC Milan zaprezentował się fenomenalnie w spotkaniu 1/8 finału Ligi Mistrzów z Arsenalem, rozbijając Kanonierów aż 4:0. Chyba nawet najwięksi optymiście nie spodziewali się aż takiego pogromu drużyny przyjezdnych.

Po beznadziejnym początku sezonu, Wenger nastawiał kibiców na prawdziwą walkę w Europie. Wydawało się, że Arsenalowi powoli wszystko zaczyna wychodzić. Rozgromili Blackburn Rovers oraz zwyciężyli na trudnym terenie  przeciwko Sunderlandowi. Milan rozwiał wszystkie te marzenia w pył, ponieważ po porażce 4:0, szanse the Gunners na awans do kolejnej rundy zostały zniwelowane do zera.

Wenger nie ma pomysłu na zespół. Wymówka o młodej i perspektywicznej drużynie teraz już nie zadziała. Katastrofalnie zaprezentowała się defensywa Arsenalu, która zawiniła praktycznie przy pierwszym golu. Gdyby można było dokonać czterech zmian, Wenger powinien zmienić wszystkich już w przerwie. Nic by to pewnie nie dało, ponieważ rezerwowy Djorou sprokurował rzut karny.  Pretensji nie można mieć do Wojciecha Szczęsnego, który co prawda wpuścił 4/5 strzałów, jednak zanotował kilka niezłych interwencji.

Kanonierzy nie mieli żadnej armaty. Szkoda mi tylko Robina Van Persiego, który wyraźnie odstaje od reszty swoich kolegów. Latem prawdopodobnie pójdzie droga Thierry’ego Henry’ego, z tą różnicą, że wybierze stolicę nie Katalonii, a Hiszpanii.

Włochom wychodziło dokładnie wszystko. Nie dość, że kapitalnie spisywali się w ataku, to potrafili zachować szczelną defensywę. Podobał mi się Abate, który kiedy widzi, że nie ma szans na czyste przerwanie akcji, nie patrząc na nic wybija piłkę poza boisko. Tak się gra po włosku! Pytanie tylko jak Arsenal przygotowywał się do spotkania, skoro cztery gole zaaplikowało mu trzech zawodników, którzy ciągle atakowali. Milan wygrał spotkanie Zlatanem, Robinho i Boatengiem, który nie grał miesiąc. Więc pytanie, Milan taki dobry, czy Arsenal taki
chujowy
słaby.

17.02.2012
Read more