Open top menu
niedziela, 7 października 2012
Hitowy pojedynek niepokonanych


W cieniu jutrzejszych Gran Derbi odbędzie się równie ciekawy pojedynek Malagi z Atletico Madryt. To mecz dwóch niepokonanych w tym sezonie zespołów, więc rozumiemy, że czeka nas porywający pojedynek. Początek arcyważnego meczu w niedzielę o 19:50 na Estadio Ramon Calderon.
Read more
sobota, 22 września 2012
Dawid odszedł w spokoju

Dawid Zapisek w swoim pokoju, pokoju pełnym pamiątek.
We wtorek o 9:55 odszedł od nas jeden z najwierniejszych kibiców Realu Madryt, Dawid Zapisek. Pomimo tego, że miał 14 lat, ważył tylko 10 kilogramów. Stopniowo zanikały mu mięśnie – to objawy bardzo ciężkiej choroby – rdzeniowego zaniku mięśni. Dawid nie poddał się śmiertelnej chorobie i pokazał innym, że nawet z tak ciężkim losem można sobie poradzić i spełniać marzenia.

Największą pasją Dawidka była piłka nożna. To jej poświęcał cały swój czas. W pokoju chorego chłopca znajdowało się mnóstwo pamiątek: zdjęcia z piłkarzami, autografy, koszulki, futbolówki. Zapisek zgromadził niemałą kolekcję. Pochodził z Gdańska, więc był fanem lokalnej Lechii, a co za tym idzie także Wisły Kraków i Śląska Wrocław, czyli zgód „biało-zielonych”. Chodził na mecze Lechii pomimo tego, że było to dla niego bardzo męczące. Dawid zasiadł także na Estadio Santiago Bernabeu, skąd przywiózł cenne pamiątki: zdjęcia m.in. z Xabim Alonso, Cristiano Ronaldo i Jose Mourinho. Niestety, nie udało mu się sfotografować z jego największym idolem, Ikerem Casillasem.

Ogromną szansą były dla niego mistrzostwa Europy w Polsce i na Ukrainie, gdzie z bliska mógł obserwować poczynania Hiszpanów,jego ulubionej reprezentacji. Kilka tygodni przed Euro 2012 lekarze zasugerowali, żeby przewieźć go do szpitala i podłączyć do respiratora. Dawid stanowczo powiedział “nie”, bo chciał spełnić swoje marzenie i zobaczyć ukochaną drużynę i wreszcie porozmawiać z Ikerem. – To, że Hiszpanie mają swój obóz w Gniewinie jest prawdziwym cudem! – cieszyła się Sylwia Zapisek, mama Dawidka.

Podróż do Gniewina, gdzie zamieszkali Hispzanie, było dla małego Madridisty niemałym wyzwaniem. Ponad 140 kilometrów w dwie strony, potrafi zmęczyć zdrowego człowieka, a co dopiero dziecko z tak ciężką chorobą. Chłopiec nie dawał rady tyle usiedzieć w foteliku, a po drodze trzeba było podawać mu tlen. Wycieczka do miasteczka sportowego „La Roja” była owocna. Autografy na “Tango 12″ złożyła cała drużyna łącznie z selekcjonerem Vicente Del Bosque. Powiększyła się również kolekcja zdjęć i koszulek. Dawid na ścianach swojego pokoju mógł powiesić trykoty Llorente i Torresa, oraz fotografie z niemal pełną kadrą Mistrzów Świata i Europy. Najważniejsze było jednak spotkanie z Ikerem. Chłopiec zaskoczył wszystkich, ponieważ rozpoczął rozmowę w języku hiszpańskim. Mały, wielki człowiek podarował w prezencie Casillasowi pluszaka. – Już sama obecność obok niego sprawiała mu ogromną radość. Pomyśl więc ile to znaczy dla mnie – skomentował Iker.

Trud podróży jak widać opłacił się. Piłkarze dopytywali się, czy ma bilety na ich mecz. Kiedy okazało się, że nie, wręczył mu je sam Javi Martinez. Dawid obejrzał wszystkie mecze fazy grupowej na PGE Arenie.

Zapisek obserwował swoich idoli również z trybun Stadionu Olimpijskiego w Kijowie. – Ale to wszystko cię nie męczy?- zapytała chłopca dziennikarka. – Męczy, ale czy ja mam na czole wypisane „piknik”? –odpowiedział bez zastanowienia. To chyba wszystko wyjaśnia. Prawdziwy fanatyk.

Kapitan „Królewskich” na długo zapamiętał chłopca. Podczas spotkania z Manchesterem City cały stadion eksplodował po golu Cristiano Ronaldo na 3:2. Iker nie drgnął! Po prostu stał i obserwował. Później wyjaśnił, że to wyraz szacunku dla Dawida.- Jesteś przykładem walki i miłości… Razem z Ikerem wysyłamy tysiąc buziaków do nieba! Spoczywaj w pokoju, aniołku! – napisała na swoim Facebooku Sara Carbonero, która także przejęła się losem Dawida.

Wczoraj odbył się pogrzeb. Pomimo przeciwności losu Dawid był wesołym dzieckiem i nie chciał, aby na jego ostatniej drodze towarzyszył mu smutek. Chciał, aby pojawiło się jak najwięcej rac oraz ludzi w szalikach. Było tak jak chciał, Uroczystość w żadnym stopniu nie przypominała tradycyjnego pogrzebu. Pojawiło się ponad 500 osób ubranych w barwy Lechii i Realu, a także delegacja kibiców z Krakowa. Dawid był przykładem i nigdy nie zniknie z naszej pamięci. Powinniśmy być dumni, że kibicował właśnie Realowi Madryt.
Read more
Coś drgnęło

W sobotę piłkarze Korony Kielce strzelili pierwszego gola i zdobyli pierwszy punkt w sezonie. Gdyby ktoś powiedział mi, że mecz Ruchu i Korony w czwartej kolejce będzie pojedynkiem o wyjście z dna tabeli pewnie bym nie uwierzył. Liga zweryfikowała jednak założenia kibiców i ekspertów. W sobotę nie wiedziałem, czy to Korona tak dobra, czy Ruch tak słaby, a w drugiej połowie mój pogląd obrócił się o 360 stopni. Zobaczyliśmy cztery różne zespoły. W pierwszych trzech kwadransach dobrą Koronę i słaby Ruch, a w drugich zupełnie na odwrót.
Powrót Kamila Kuzery dodał drużynie waleczności. Przynajmniej czasami przypominała tą z poprzedniego sezonu
Kontuzjowanego Aleksandara Vukovicia w podstawowej jedenastce zastąpił „ulubieniec” kieleckiej publiczności, Grzegorz Lech. Zawodnik z numerem 22 na plecach na początku bardzo pozytywnie mnie zaskoczył, jednak po kilku dobrych zagraniach wrócił do swojego standardowego, miernego poziomu. Nie rozumiem dlaczego Ojrzyński ślepo stawia na byłego pomocnika Dolcanu Ząbki. Oczywiście rozumiem, że argumentem trenera może być ciężka praca jaką Lech wykonuje na treningach, ale czasami to i tak zbyt mało. 

W podstawowej jedenastce miał znaleźć się Maciej Korzym, ale z powodu choroby Leszek Ojrzyński musiał wykreślić go ze swoich planów. Wydawałoby się, że miejsce ex-Legionisty na skrzydle powinien zająć zapowiadany na gwiazdę Michał Janota, ale szkoleniowiec postawił na Łukasza Sierpinę, który z dobrej strony pokazał się w sparingowym meczu z Polonią Warszawa. To pokazuje, że dla Ojrzyńskiego od nazwiska ważniejsza jest aktualna forma. Szkoda tylko, że Janota nie pojawił się na murawie w drugiej części gry, bo chyba każdy jest ciekawy formy młodzieżowego reprezentanta Polski.

Autorem premierowego trafienia Korony w sezonie 2012/2013 był Pavol Stano. Cóż, nie twierdzę, że trzeba ponownie przesunąć go do linii ataku, jednak uważam, że Michał Żewłakow jest bezproduktywny. Mam nadzieję, że Leszek Ojrzyński w następnej kolejce wypróbuje taktykę z innym snajperem z przodu. W tej roli mógłby sprawdzić się silny Jamróz lub szybki Michał Zieliński, a może i zdrowy Korzym. Mam nadzieję, że Ojrzyński nie będzie w ciemno stawiał na doświadczonego snajpera.

Mam mieszane uczucia co do występu Pawła Golańskiego. Wychowanek Łódzkiego Klubu Sportowego popisał się świetną asystą przy trafieniu Pavola Stano, jednak przez niego mógł się zawalić cały plan na spotkanie, kiedy w drugiej połowie w bezmyślny sposób sfaulował Sultesa i zmusił arbitra do podyktowania rzutu karnego. Gdyby Tomasz Musiał był bardziej drobiazgowy, mógłby pokusić się o wyrzucenie „Gola” z boiska. Golańskiego uratował… Leszek Ojrzyński, który obserwował jak rzuty karne wykonuje Marek Zieńczuk i poinstruował Zbigniewa Małkowskiego. Oczywiście nie ujmujemy zasług Zbyszkowi. Ostatnio Zieńczuk pokonał go trzy razy – teraz to on był górą.

W pierwszym składzie nie wybiegł Korzym, jednak do gry powrócił Kamil Kuzera. Nie wiem, czy po prostu zwykła obecność kapitana w drużynie sprawia, że ta wraca do walki, jaką prezentowała w poprzednim sezonie. Gra Korony w sobotni wieczór mogła się podobać i być niezłym prognostykiem przed spotkaniem z Podbeskidziem, które trzeba będzie wygrać. Inaczej, powoli zaczynajmy spoglądać prawdzie w oczy. Na razie jednak…cicho.
Read more
Miało być tak strasznie...

Połowa lipca. As podaje informację, że Malaga jest bliska sprowadzenia Alvaro Negredo. W komentarzach rozpoczęła się dyskusja, że to jednak zbyt słaby kaliber snajpera jak na klub, który ma zawalczyć o Ligę Mistrzów. Innym ten pomysł się podobał, ponieważ uważali gracza Sevilli za na prawdę klasowego napastnika. Kiedy to wspominam na mojej twarzy pojawia się lekki uśmiech.

Saviola już spłaca kredyt zaufania
Letnie okienko transferowe miało być jeszcze lepsze od poprzedniego. Kiedy na jaw wyszły jednak problemy finansowe klubu okazało się, że Malagę mogą opuścić najlepsi piłkarze. Więcej było w tym medialnych spekulacji, ponieważ z klubu odeszło w sumie tylko dwóch czołowych kopaczy, Salomon Rondon za dziesięć milionów euro do Rubina Kazań oraz Santi Cazorla za dwa razy więcej do Arsenalu. Joris Mathijsen ma za sobą fatalne euro i średni sezon, dlatego jego odejście nie jest wielką stratą. Trochę inaczej sprawy mają się z Enzo Mareską, ale także on nie jest graczem nie do zastąpienia.

Wcześniej z klubem pożegnał się jeszcze Ruud Van Nistelrooy. “Latający Holender” po prostu zakończył karierę. W środku mercato klub zrezygnował ze współpracy z dyrektorem sportowym, Antonio Fernandezem. Zastąpił go Mario Husillos, który musiał dobrze spożytkować pieniądze zarobione na awansie do Ligi Mistrzów. Były piłkarz sprostał zadaniu. Na La Rosaleda trafiła dwójka doświadczonych, ale ciągle niewypalonych napastników: Javier Saviola i Roque Santa Cruz. Ta dwójka jest gwarancją jakości i co najmniej kilku trafień w trakcie sezonu.

Cazorla błyszczy w Arsenalu
Niebiesko-białą koszulkę w nadchodzącym sezonie zakładał będzie Manuel Iturra, którego nazwisko z pewnością nie mówi nam zbyt wiele. Jeśli jednak poszukamy informacji na temat Chilijczyka, powinniśmy być zadowoleni z tego transferu. Ostatnio występował w Murci, z którą nie przedłużył kontraktu. Chciał dostać więcej pieniędzy i klubu zwyczajnie nie było na niego stać. Iturra ma 26 lat, czyli zalicza się do grona zawodników w „najlepszym piłkarskim wieku”. Może grać zarówno w pomocy jak i w obronie. Obrona, właśnie. Przez niemal całe lato Manuel Pellegrini musiał radzić sobie mając w kadrze jedynie dwóch nominalnych stoperów. To mało, ponieważ zarówno Weligton jak i Demichelis lubią łapać kartki. Najlepszym przykładem tego, że Oguchi Onyewu był wzmocnieniem niemal niezbędnym, jest chociażby sytuacja z ostatniej kolejki, kiedy Weligton złapał kontuzję po starciu z… Demichelisem właśnie. Onyewu? Gracz ograny na międzynarodowym poziomie, który z pewnością nie raz powstrzyma ataki przeciwników.

Praca Husillosa nie polegała jedynie na sprowadzeniu nowych piłkarzy. Musiał przekonać resztę czołowych graczy do pozostania w Andaluzji i cierpliwie odrzucać napływające oferty. Tak więc Atletico Madryt usłyszało, że jeśli chce kupić Nacho Monreala, musi zapłacić dwadzieścia milionów euro. Ostatecznie na La Rosaleda dalej występował będzie Eliseu, który prezentował fenomenalną formę na początku sezonu i ostatecznie zdecydował się nie odchodzić do Benfiki. To musiała być decyzja zawodnika, ponieważ inaczej Maladze trudno byłoby sfinalizować transfer Savioli.

Miało być strasznie, a w końcu nie było tak źle. Malaga ma silną, wyrównaną kadrę i po trzech kolejkach jest w czubie tabeli. Już wkrótce pierwszy mecz w Champions League. Siłę kadry oraz jakość transferów zdeterminują kolejne miesiące. Na razie jest dobrze, a może nawet bardzo dobrze.
Read more
Znowu zawiodła defensywa


Dawno nie oglądałem meczu, w którym zespół nie grający ostro na przerwę schodził bez dwóch zawodników. Zawsze musi być ten pierwszy raz i szkoda tylko, że musiało tak stać się z Koroną. Podopieczni Leszka Ojrzyńskiego mieli szansę na dobry wynik w niedzielnym pojedynku, jednak podobnie jak podczas spotkania z Legią o porażce zadecydowały indywidualne błędy obrońców.


 Podczas spotkania ze stołecznymi fatalnie zaprezentował się Pavol Stano. Słowak w meczu ze Śląskiem wydawał się być już tym samym pewnym Stano co w poprzednim sezonie, jednak nawalił za niego ktoś inny: Tadas Kijanskas i Tomasz Lisowski. “Kijanka” zbyt lekko podawał piłkę do Zbigniewa Małkowskiego, który został zmuszony do faulu na Sobocie stojącym z nim oko w oko. Jeden błąd efektem domina zaowocował rzutem karnym oraz czerwoną kartką dla golkipera “Żółto-Czerwonych”. Kijanskas chwilę później sam mógł podwyższyć prowadzenie Śląska, ale refleksem popisał się Oleksij Szlakotin.

Lisowski i Kijanskas ostatnio spisali się świetnie. Teraz przeciwnie
Piłkarze Oresta Lenczyka nie byli w niedzielę w mistrzowskiej formie. Korona grająca w osłabieniu mogła momentalnie odpowiedzieć, jednak arbiter dostrzegł się pozycji spalonej. Czy popełnił błąd? Oczywiście. Gola z czystej pozycji strzelił Pavol Stano, a na minimalnym “ofsajdzie” znajdował się Marcin Żewłakow, który nie dotknął piłki i nie absorbował uwagi Mariana Kelemena. Wiele wskazywało na to, że gracze ze świętokrzyskiego grając nawet bez jednego zawodnika mogli wywieźć z Wrocławia chociaż jeden punkt. Wszelkie nadzieje prysły jednak tuż przed końcem pierwszej części gry, kiedy Tomasz Lisowski w kompletnie niewytłumaczalny sposób wybił ręką piłkę zmierzającą do bramki. Śląsk na przerwę schodził więc z przewagą dwóch goli i dwóch zawodników.

 Po raz kolejny trudno dopatrzeć się choćby małych pozytywów w grze naszego zespołu. Może więc skupmy się na personaliach. Kiedy Zbigniew Małkowski wyleciał z boiska za czerwona kartkę zastąpił go Oleksij Szlakotin. Ukrainiec mógł zaliczyć prawdziwe wejście smoka, kiedy obronił rzut karny wykonywany przez Mateusza Cetnarskiego. Przy dobitce nie miał jednak wiele do powiedzenia. Były zawodnik Zagłębia Sosnowiec dołożył swoje trzy grosze przy drugim golu dla wrocławian niepewnie wybijając piłkę. W drugiej połowie zaprezentował się nieco lepiej, jednak musi popracować nad wyłapywaniem strzałów i dośrodkowań, ponieważ gołym okiem widać było, że nawet łatwe piłki Oleksij wolał wypiąstkować.

Solidny występ zanotował wprowadzony w drugiej połowie Piotr Malarczyk. Młodzieżowy reprezentant Polski miał utrudnione zadanie, gdyż jasne było, że gospodarze grający w przewadze dwóch zawodników będą niemal nieustannie atakować. “Malar” grał pewnie i wysłał Leszkowi Ojrzyńskiemu wiadomość, że jest gotowy do występów w podstawowej jedenastce. Uśmiech przez łzy może powodować fakt, że Korona grająca z dwoma piłkarzami mniej dzielnie broniła się przez cała druga połowę, choć trzeba przyznać, że Śląsk nie forsował bramki “Scyzorów”.

Po dwóch kolejkach ligowych Korona jest czerwoną latarnią T-Mobile Ekstraklasy z bilansem bramkowym 0:6. Oczywiście za “Żółto-Czerwonymi” dwa trudne wyjazdy, ale mimo wszystko spodziewaliśmy się czegoś więcej. Kiedy ilość piłkarzy obydwu drużyn na boisku była wyrównana, kielczanie zaczynali układać powoli grę, ale znowu przez indywidualne błędy musieli zejść z murawy pokonani. W najbliższą sobotę Korona rozegra pierwszy mecz przed własną publicznością. Przeciwnikiem będzie Lechia Gdańsk, a więc rywal z pewnością w naszym zasięgu. Główne założenie na najbliższy tydzień? Z pewnością poprawa gry defensywnej.
Read more
no image


Soulpete. Jeśli go nie znacie, to zróbcie to jak najszybciej. Odsyłamy was do sprawdzenia najnowszej epki, SoSoulEnergy oraz przeczytania naszego wywiadu z młodym producentem. Soulpete opowiada o nadchodzącej płycie producenckiej, swoich wzorach oraz wielu różnych ciekawych rzeczach.

Prace nad SoSoulEnergy trwały bardzo krótko. “Zamknąłeś się na weekend w domu” i ciąłeś sample?
Jak już wspomniałem to był impuls, chwila, myśl.. Poczułem, że muszę siąść i trochę podłubać. Dwa dni słuchania sampli i pracy w FL. Nic więcej.

Ile czasu zajęło Ci stworzenie jednego tracku na epkę?
Wiesz co. Nawet nie pamiętam. Nad jednym siedziałem godzinę nad drugim dłużej nad trzecim znacznie krócej.. Nie przypomnę sobie. Przez te dwa dni nie zerkałem na zegarek.

Twój ulubiony track z SoSoulEnergy? Dlaczego?
“Always You”. Zdecydowanie. To dzięki niemu tak naprawdę powstała ta EPka.

Płyta producencka ma być bardziej dopracowana. Kiedy będziemy mogli ją usłyszeć?
Płyta producencka jest w fazie wstępnej. Wciąż się robi. Są już pierwsi goście, są pierwsze bity, są pomysły. Pewne jest to, że potrzeba jeszcze sporo pracy, sporo czasu i sporo cierpliwości. Myślę, że 2013 ale dzień / miesiąc bardzo ciężko określić.

Będziemy mogli znaleźć ją w empiku? Jeśli tak, to gdzie będzie wydana.
Płyta na pewno będzie do kupienia, jednakże jak będzie wyglądała dystrybucja to też jest spory znak zapytania. Nie wybiegam tak daleko w przyszłość. Poza tym na dzień dzisiejszy wciąż skupiam się na bitach. W EtRecs są ludzie, którzy zajmują się sprawami organizacyjnymi, a ja tu tylko sprzątam. Każdy ma swoje cele i zadania.

Jakich gości chciałbyś zaprosić na nadchodzącą produkcję?
Na temat gości niewiele mogę mówić bo nie ma to sensu. Są rozmowy, są pomysły. Poczekam aż płyta nabierze odpowiednich kształtów. To jeszcze faza wstępna. Jedynie co mogę powiedzieć to, że nie będzie na niej gości z Polski.

Jak doszło do współpracy z Flintem?
Kubę znam od 6 albo 7 lat. Już dokładnie nie pamiętam. Dawno dawno dawno temu dogrywał mi się na mój pierwszy amatorski materiał (efektem tej współpracy był numer pt. “Make It Funky”). Zawsze potrafiliśmy się dogadać. Dlatego też zdecydowaliśmy się zrobić wspólny album, czego efektem jest “Warszawskie Zoo”

Jakiego klimatu możemy się spodziewać na twojej płycie producenckiej? Bliżej będzie do SoSoulEnergy czy do Warszawskiego Zoo?
Płyta będzie różniła się zarówno od “Warszawskiego Zoo” jak i niedawno wydanej “miniepki”. Nie przewiduję elektronicznych numerów jak również nie przewiduję surowych, przyjemnych, soulowych sampli. Określiłbym ją jako brudną, mroczną, dynamiczną i dość ciężką produkcję. Więcej będzie można powiedzieć jak prace pójdą do przodu.

Za ostatnią epkę na Facebooku spropsował Cię Onar. Będziemy mogli usłyszeć go kiedyś na bicie twojej produkcji?
Nie wiem czy za ostatnią epkę. Pojęcia nie mam czy Onar ją sprawdził hehe. Wiem, że widział klip do “You’ve Got Me Girl” (z tego co wiem to spodobał mu się) i słyszał moje wcześniejsze produkcje. Co do współpracy to jesteśmy w kontakcie, a co z tego wyniknie to czas pokaże. Wszystko idzie w dobrym kierunku.

Głośno jest o RÓWNONOCY Donatana. Jarają cię etniczne instrumentale?
Jestem bardzo ciekaw tej płyty. To jeden z moich ulubionych polskich producentów. Robi świetne bity i ma chyba najlepsze brzmienie w Polsce. Kupię i sprawdzę na pewno. Co do muzyki etnicznej to nie jestem miłośnikiem. Nigdy mnie do niej nie ciągnęło. Od zawsze przemawiał do mnie soul, jazz, funk czy też rock. Jednak na przykładzie Donatana widać, że można sobie świetnie poradzić z takimi samplami. Czapki z głów bo to co robi sprawia, że ma sie ochotę poszperać w “słowiańskiej dyskografii”.

Kto twoim zdaniem jest najlepszym polskim producentem? Starasz się czerpać z kogoś wzorce?
Nie prowadzę rankingów jednak Polska ma wielu świetnych producentów: Emade, Metro, Donatan, Kixnare, Matheo, OSTR, Dj Creon, White House, Sherlock, Roux Spana, Bob Air, SoDrumatic, Stona, Złote Twarze itd itd można wymieniać długo. Wzorce zawsze czerpałem z Detroit. Pewnie dlatego, że rapu zacząłem słuchać w kolejności USA -> PL i myślę, że to jest główny powód bo patrząc na to jakie bity robią ludzie w Polsce… spokojnie można brać z nich przykład.

wywiad dla sztosrap.pl z 22 sierpnia.
Read more
Borixon: RND - recenzja

Płyty z serii “powrót po latach” często bywają zwykłymi niewypałami. Kiedy Borixon postanowił po czterech latach wrócić nagrać nowy materiał po sześciu latach, wielu pukało się w czoło. Tym bardziej, że reprezentant Kielc od razu głośno powiedział, że nie będzie to pozycja klasyczna, a produkcja na mocnych, dupstepowych bitach.

Borixon pokazuje jaka jest jego płyta
Rekinowi udało się zamknąć usta wszystkim niedowiarkom i krytykom tworząc na prawdę dobrą płytę. Trzeba przyznać jednak, że duża w tym zasługa producentów, który zadbali o świetne brzmienie “Rap Not Dead”. Zwycięzcą w moich uszach wydaje się być David Gutjar, za wyprodukowanie “Bajki o tym, ze czas nas zmienił..” czy singlowego “Tworzymy historię” z gościnnym udziałem Palucha. Kearson, Bystry Donatan czy DNA, także wykonali kawał dobrej roboty, ale moim zdaniem najlepiej zaprezentował się Gutjar.

Można lubić i nie bity takiego typu jak na “Rap Not Dead”, jednak trzeba przyznać, że są zrobione bardzo dobrze i nie denerwują. Po prostu, są na plus.

Goście to ważny element każdej płyty i tak samo jest w przypadku RND. Zwrotki Popka, Bosskiego i Winiego traktuję z lekkim przymrużeniem oka, jednak o dziwo, człowiek od “skaryfikejszyn modyfikejszyn” wypadł całkiem nieźle. Podobnie jak szef Stoprocent, który idealnie pasuje do takich bekowych tracków. Zawiódł mnie Gedziula. Szkoda, że młody nie wykorzystał swojej szansy na wypromowanie się przed premierą swojej solowej produkcji. Mam też mieszane uczucia co do Kajmana. Świetnie refren w Ferrari, natomiast zwrotka nie za bardzo mi się podoba. Klasę potwierdził Ten Typ Mes nagrywając jedną z najlepszych, o ile nie najlepszą zwrotkę na krążku.

Borixon postanowił wrzucić na produkcję dwa bonusowe tracki. Jeden to ostry dupstepowy remix “Papierosów”, a drugi to już bardzo spokojne “Mój przyjacielu” z chórem na refrenie. Świetne zakończenie udanego projektu.

Borys w “Papierosach” wyjawia, że nie ma czasu na fajne refreny. Trudno się z tym nie zgodzić słuchając chociażby “Dosyć”, “Dilera” czy najgorszych “Rap Not Dead” “Vitamin”. Cóż, przynajmniej wiedzieliśmy o tym dzięki pierwszemu singlowi.

RND to dobra płyta, jednak, choć może zabrzmi to dziwnie, większa w tym zasługa brzmienia i bitów niż samego Borixona. Zwrotki prekursora polskiej strony hip-hop są czasem bardzo proste i ostające od obecnych standardów. Nie twierdzę jednak, że są słabe. 3+
Read more
ONBG: Paulo Dybala

Dybala w barwach Palermo
W ostatnim odcinku cyklu „O Nich Będzie Głośno” poznaliście lepiej Briana Sarmiento. Dzisiaj przybliżymy Wam sylwetkę kolejnego piekielnie utalentowanego Argentyńczyka. Paulo Dybala dla nas jest jednak wyjątkowy, ponieważ ma polskie korzenie. Teraz dzieciak, którego mogliśmy zobaczyć tylko na internetowych serwerach, pokaże, co potrafi w jednej z najsilniejszych lig Europy. 

Popularny „La Joya” karierę rozpoczynał w lokalnym Instituto Atletico Central Cordoba, występującym w drugiej lidze argentyńskiej. Dybala zadebiutował w pierwszym zespole już w wieku siedemnastu lat. W sumie rozegrał 38 spotkań, w których strzelił… siedemnaście bramek. Napastnik ciągle powtarzał, że skupia się na awansie do pierwszej ligi z Instituto, a wszystkie plotki transferowe są miłe, jednak nie zaprząta sobie nimi głowy. Było ich jednak zbyt wiele. Dybala nie mógł ich ignorować.

Zawodnik o wyjątkowo swojsko brzmiącym nazwisku jak większość klasowych graczy nie miał łatwego startu. Kiedy miał piętnaście lat, zmarł jego tata. Jak wiemy, to trudny wiek dla młodego chłopaka i brak tzw. silnej ręki mógł mieć katastrofalne skutku dla kariery piłkarza. Dybala ma jednak silny charakter i kilka dni temu podpisał kontrakt z US Palermo.

Osiemnastolatka łączono raczej z przejściem do FC Barcelona, Interu Mediolan, Milanu, Realu Madryt czy Manchesteru City, ten jednak podpisał czteroletni kontrakt z przeciętnym włoskim klubem. Wydaje się, że karierę chce budować powoli. Był już jeden taki talent, który niedawno zasilił Karpaty Lwów… Spokojnie, Dybale to raczej nie grozi, chociaż spada na niego ogromna presja. Maurizio Zamparini, charyzmatyczny prezydent „Rosanero”, już mówi o nim jako o „nowym Sergio Aguero”.

Przejście na Sycylię może być bardzo dobre dla młodego zawodnika. W Palermo nie będzie się oczekiwało od niego aż tyle co w bardziej renomowanych klubach. Podobnym torem poszedł Javier Pastore, który obecnie jest motorem napędowym Paris Saint-Germain.

Paulo jest Argentyńczykiem, wiec nie może uniknąć porównań do Diego Maradony i Leo Messiego. To czeka każdego utalentowanego zawodnika rodem z kraju, którego stolicą jest gorące Buenos Aires. Dziadek Dybaly, Bolesław, urodził się w wiosce na pograniczu województw małopolskiego i świętokrzyskiego, więc możemy go porównywać nie tylko do bogów futbolu, ale także do Eugena Polanskiego, Ludovica Obraniaka czy Sebastiana Boenischa. Oni najpierw występowali w młodzieżowych kadrach krajów, w których się wychowali, a kiedy powołanie do pierwszej reprezentacji nie przychodziło, przypomnieli sobie o polskich korzeniach. Czy tak będzie z Paulo? Na razie za cel stawia sobie grę w zespole „Albicelestes”.

Oglądając na YouTube filmiki dotyczące Dybaly, nie zachwycimy się tak jak Neymarem, Oscarem, Mourą czy Ronaldo w jego wieku, jednak nie będziemy mieli problemów z dostrzeżeniem talentu. Dybala potrafi przyśpieszyć w odpowiednim momencie, uderzyć z dystansu i ograć obrońcę drużyny przeciwnej. Co najważniejsze, robi to z naturalną lekkością.

Dybala w Palermo będzie grał z numerem dziewięć na koszulce. Podczas prezentacji powiedział, że chciałby powtórzyć swoje osiągnięcia z Ameryki Południowej. – Cieszę się, że w zespole jest wielu zawodników z Ameryki Południowej, to pomoże mi w szybszej aklimatyzacji. Zrobię wszystko, aby dostać miejsce w składzie – stwierdził.

Argentyńczyk już rozpoczął strzelanie w Europie. Co prawda w sparingu z mało wymagającym rywalem, ale jednak. Po tym, jak otrzymał podanie od Zahaviego, przedryblował dwóch rywali i umieścił piłkę w siatce. – Miło strzelić bramkę, jednak wiadomo, że ważniejsze są trafienia w meczach ligowych – trzeźwo zauważa. – Moi koledzy także dzisiaj się dobrze zaprezentowali. Mam jeszcze wiele do nauczenia i muszę ciężko pracować, aby zostać ważnym zawodnikiem zespołu – powiedział po spotkaniu Dybała. Czy tylko mi się wydaje, że o nim będzie głośno?
Read more
sobota, 9 czerwca 2012
Drugi mecz nie o wszystko

Polska w meczu otwarcia Euro 2012 zremisowała 1:1 Grecją, chociaż mogła go przegrać, a powinna wysoko wygrać. Pomimo tego, że nasze Orły wreszcie nie przegrały pierwszego meczu na wielkim turnieju, to pozostaje wielki, wielki niedosyt.

Wczoraj zobaczyliśmy dwie zupełnie różne połowy. W pierwszej oglądaliśmy bardzo dobrze grającą polską reprezentację, która spokojnie powinna strzelić dwie, trzy bramki. Gol Roberta Lewandowskiego - klasa. Dostał bardzo trudną, szybko lecąca piłkę, a uderzył ją najlepiej jak mógł, po koźle. Golkiper nie miał żadnych szans. W ogóle Lewy o ile na rozgrzewce widać było na nim zdenerwowanie, to podczas spotkania udowodnił wszystkim swoją wartość. Nie tylko walczył z przodu, ale także pomagał kolegom w defensywie. Absolutny lider tej reprezentacji. 

Przed przerwą Grecy musieli grać w osłabieniu przez czerwoną kartkę dla Sokratisa. Sędzia nie popełnił błędu, ponieważ Grek zasłużył na żółty kartonik. Gdyby nie faulował, Murawski wyszedłby na czystą pozycję, a wcześniej także zasłużył sobie na "żółtko". 

Wielu zarzuca Valesco Caballero także niepodyktowanie karnego po zagraniu ręką w polu karnym farbowanego Perquisa, jednak tą decyzję także można wybronić. Francuz/Polak nie wykonał ruchu do piłki, która odbiła się od niego przypadkowo. Według mnie, dobra decyzja arbitra. Na pochwałę zasługują także sędziowie liniowi, którzy wyłapali m.in minimalnego spalonego przy trafieniu Salpingidisa. Swoją drogą gracz PAOK Saloniki dał fenomenalną zmianę.

Druga część gry była kompletnie inna. Grecy grając w dziesiątkę prowadzili grę, a miejsce, jakie zostawiali im nasi zawodnicy wykorzystali strzelając gola wyrównującego. Większość ludzi obwinia za stratę gola Szczęsnego, jednak moim zdaniem większa wina spada na Marcina Wasilewskiego, który utrudnił polskiemu bramkarzowi wybicie futbolówki. Przy takiej samej liczbie bramek z obydwu stron obraz się nie zmienił, a co gorsza, Grecy po gapiostwie ze strony naszych obrońców wywalczyli sobie rzut karny.

Szczęsny musiał zejść z boiska. Nie można mu jednak zarzucać faulu, ponieważ prawdopodobnie gdyby nie to, przegrywalibyśmy 1:2. Wszyscy na fanzonie, na którym oglądałem mecz już zwątpili, ponieważ do bramki wchodził nieograny Tytoń. Zawodnik PSV stanął jednak na wysokości zadania i odbił futbolówkę. Inna sprawą jest też to, że Karagounis mógł uderzyć znacznie lepiej. Mimo wszystko Przemkowi należą się brawa!

Dalej nic się nie zmieniło, a mogło. Zawinił Franciszek Smuda, który nie wpuścił na boisko ani jednego świeżego piłkarza. Co prawda przed wyrzuceniem Szczęsnego za Rybusa miał wejść Paweł Brożek, jednak cóż, żadna strata. Mimo wszystko na dziesięć ostatnim minut powinien zostać wprowadzony szybki Kamil Grosicki, albo Rafał Wolski, za beznadziejnego w końcówce Obraniaka.

W drugim wczorajszym spotkaniu Rosjanie gładko rozbili Czechów 4:1, chociaż podobnie jak i Polacy, mogli strzelić więcej bramek. Nie udało się to im jednak przez brak skuteczności Kherzakhova. Reprezentacja Rosji zaprezentowała bardzo dobry i przyjemny dla oka futbol, przez co wszyscy, i ja  w sumie też zwątpili w jakikolwiek dobry wynik podopiecznych Smudy. Przypomniała mi się jednak stara piłkarska prawda, mecz meczowi nierówny. Wierzmy w to.

Polska nadal ma duże szanse na awans i drugi mecz nie jest meczem o wszystko. Niestety, ale nadal musimy oglądać się na inne zespoły. W drugiej kolejce, zakładajmy, że zremisujemy z Rosją, najlepiej, aby Czesi pokonali Grecję. Wtedy ta niemal traci szanse na wyjście z grupy, a nam pozostaje ograć naszych sąsiadów we Wrocławiu. Muy sencillo!
Read more
czwartek, 31 maja 2012
Rodgers - dobra decyzja

Miał być Pep Guardiola, jednak Liverpool jako następcę Kanny'ego Dalglisha wybrał Brandona Rodgersa. To lepiej, zdecydowanie. Irlandczyk ma podpisać 3-letni kontrakt, przez co będzie czwartym menedżerem LFC w ciągu dwóch lat.

Kim jest więc zaledwie 39-letni Rodgers? Na pewno nie jest to postać zupełnie anonimowa. Urodził się w 1973 roku w Carnlough. Brendan musiał szybko przerwać swoją piłkarska karierę z powodu kontuzji i od tego czasu kształcił się do roli trenera. Przełom nastąpił w 2004 roku, kiedy Jose Mourinho wybrał młodego taktyka na szkoleniowca drużyn młodzieżowych Chelsea.

Sam mówi, że wiele zawdzięcza The Special One. - Miał na mnie spory wpływ. Łączy nas dzień urodzin oraz chęć do ciężkiej pracy. Mourinho także pracował w wielkim klubie zanim został menedżerem. Wierzymy w pasję do futbolu - komplementuje. Portugalczyk nie zostaje dłużny. - Lubię w nim wszystko. To ambitny człowiek, którzy lubi się uczyć. 

Dwa lata po zatrudnieniu w Chelsea prowadzi już drużynę rezerw. Następnie wchodzi do poważniej piłki pracując w Watfordzie i Reading. Odejście do  typowanego do spadku Swansea okazuje się być jednak strzałem w dziesiątkę. Drużyna w play-offach awansowała do Premier League .

Ekipa "Łabędzi" pierwszy sezon kończy na jedenastym miejscu, jednak przez dłuższy czas miała szanse nawet na awans do europejskich pucharów. Warto podkreślić także świetną postawę Swansea na własnym boisku w meczach z klasowymi zespołami. Do domu bez punktów wraca Manchester City, Arsenal, remisuje Chelsea i Tottenham, a Manchester United wygrywa tylko 1:0 po ogromnych męczarniach. Liverpool, został pokonany zarówno na Liberty Stadium, jak i na Anfield Road. 

Warto podkreślić także styl jaki prezentowała ekipa z Irlandii. Rodgers pomimo okrojonego budżetu i zawodników doświadczonych jedynie na boiskach Championship stworzył mini kopię Barcelony. Beniaminka przez chwilę zaczęto nawet nazywać Swansealloną, ze względu na długie trzymanie piłki oraz szybkie akcje. To był radosny futbol.Co ciekawe, pod względem czasu przy piłce Swansea, grając swój pierwszy sezon w Premier Leage, ustępowała jedynie Manchesterowi City.

Liverpool nie ma nic do stracenia zatrudniając Rodgersa, który weźmie ze sobą swoich współpracowników ze starej pracy. Oby tylko udźwignął presję, która jest całkiem spora. Mimo wszystko nie obstawiałbym top four w przyszłym sezonie, jednak na pewno piękny futbol, połączenie filozofii Mourinho i Guardioli. Czy to możliwe?
Read more
sobota, 26 maja 2012
Zlikwidować karne? Głupota

FIFA, a dokładniej jej prezydent, Sepp Blatter chce wyrzucić z piłki nożnej rzuty karne. Jest to pomysł tak głupi i niedorzeczny, że aż postanowiłem o tym napisać.

W tej edycji Champions League o awansie do finału zadecydowały serie jedenastek. Najpierw Bayern Monachium wyeliminował w ten sposób Real Madryt, a w wielkim finale zginął od swojej własnej broni, ulegając Chelsea.  "Kiedy piłka nożna dochodzi do rozstrzygnięć w rzutach karnych, traci swoją istotę", powiedział podczas specjalnego kongresu w Budapeszcie Blatter. 
Read more
wtorek, 22 maja 2012
Czy radna Zapała wie co mówi?

Korona Kielce jest w poważnych tarapatach. Piąty klub ubiegłego sezonu nie dostał potrzebnych 3,8 miliona złotych na dalsze funkcjonowaniei straszy nawet zgłoszeniem upadłości. – Ta kwota jest niezbędna – mówi rzecznik prasowy klubu, Paweł Jańczyk. Zniknięcie klubu to najczarniejszy scenariusz, jednak możemy spodziewać się bardzo ciężkiego sezonu.

Obejrzałem reportaż z sesji rady miasta i kiedy słuchałem niektórych wypowiedzi, a szczególnie radnej Zapały, zrobiło mi się wstyd, że tacy ludzie rządzą tym miastem.
Read more
Vuko dziękuje "piknikom"

W ostatniej kolejce Korona straciła wszystkie szanse na mistrzostwo oraz europejskie puchary, natomiast Legia musi liczyć na cud, jeśli będzie chciała świętować na koniec sezonu. Korona na pewno nie będzie chciała pomóc stołecznym, tylko zwyciężyć i podsumować jeden z lepszych sezonów w historii.

- Trzeba szukać pozytywów. Być może na Łazienkowskiej zaprezentujemy się lepiej, ponieważ zejdzie z nas presja. Nasze marzenia prysły. Nie wygraliśmy, a inne mecze nie rozstrzygały się na naszą korzyść. Chcielibyśmy sprawić w niedzielę niespodziankę, którą byłaby wygrana na Legii. To klasowa drużyna, która pokazała swoją siłę w lidze europejskiej. Urwanie punktów na Łazienkowskiej zawsze dobrze smakuje – powiedział Leszek Ojrzyński. Chociaż Korona nie walczy w tym sezonie już o nic, to i tak nie odpuści ostatniego spotkania. – Nie ma co ukrywać, że za nami dobry sezon. Widzew nas trochę przyhamował, ale przed spotkaniem z Łodzianami mieliśmy nawet szanse na Mistrzostwo. Piłka jest nadal w grze i jedziemy do Warszawy po zwycięstwo.
Read more
Podsumowanie Mistrzów

 Marca świętuje Mistrzostwo Hiszpanii zdobyte przez Real! Dziennik opublikował specjalną stronę internetową, w której możemy przypomnieć sobie wszystko co najlepsze z trwającego jeszcze sezonu. Serwis: tutaj. Kibice mogą zamieszczać także swoje zdjęcia, czym podziękują zawodnikom za chwile radości.

Momenty:
9. kolejka: Real Madryt gromi Malagę na La Rosaleda, natomiast Barcelona męczy się u siebie z innym andaluzyjskim zespołem, Sevillą. W końcu sędzia dyktuje dyskusyjny rzut karny w ostatniej minucie, do którego podszedł Lionel Messi. “Pchła” nie udźwignęła jednak presji i przegrała pojedynek z Javim Varasem! Madryt na czele.

17. kolejka: Po przegranym 1:3 Gran Derbi nikt nie wierzył w piłkarzy ze stolicy. “Królewscy” szybko się otrząsnęli i rozbili na wyjeździe Sevillę aż 6:2. Fenomenalnym strzałem popisał się Cristiano.

23. kolejka: Barca uległa Osasunie 3:2, natomiast Real łatwo wygrał ze świetnym wówczas Levante. W tym momencie Los Blancos mieli dziesięć punktów przewagi nad odwiecznym rywalem.

33. kolejka: Real rozgromił przewagę. Barcelona grała mecz dzień wcześniej i jeśli Merengues przegraliby z Atletico Madryt drużyny dzieliłby tylko jeden punkt. Cristiano był jednak niezawodny. Strzelił trzy gole, jednego dorzucił Caletti i stolica ponownie była biała.

35. kolejka: Madryt wówczas praktycznie wygrał ligę. Wynik ostatniego w tym sezonie Gran Derbi otworzył Sami Khedira, jednak w drugiej połowie Katalończcy wyrównali. Chwilę po trafieniu Alexisa na 1:1, Ronaldo wyszedł sam na sam z Valdesem i uciszył Camp Nou. Campeones!

Dziennikarze Marki ocenili także zawodników “Królewskich” za wspaniały sezon ligowy 2011/2012. Możecie zrobić to sami na tej stronie.

Iker Casillas – Niezwykły. Przez cały sezon bronił na wysokim poziomie, jednak najbardziej zapadną nam w pamięć niewiarygodne interwencje z meczu z Sevillą czy ostatniego Gran Derbi, gdzie równie cudownie sparował strzał Xaviego. 7

Álvaro Arbeloa – Złapał zaufanie Mourinho w drugiej części sezonu. W defensywnie zawsze poprawny, jednak trudno chwalić go za grę do przodu. 6

Sergio Ramos – To był jego pierwszy sezon na środku obrony. Sergio ma idealne warunki fizyczne na tą pozycję, a gra na środku obrony zdecydowanie ogranicza jego taktyczne braki, które były widoczne, kiedy występował na boku defensywy. 8

Pepe – Portugalczyk było 50% lepszym piłkarzem, gdyby miał “zimniejszą” głowę. Szybki i skuteczny w walce o górne piłki. Kiedy Pepe odbiera piłkę na środku boiska, wiedz, że coś się będzie działo. Jest o wiele lepszym zawodnikiem, kiedy skupia się na grze. 8

Marcelo – Bez niego trudno byłoby o sukces. Stanowi alternatywę przed rozpoczęciem meczu i świetnie współpracuje z Cristiano na lewej flance. Ponadto tworzy atmosferę w szatni. 7

Xabi Alonso – Ma ogromne znaczenie w drużynie Mourinho. Jest łącznikiem pomiędzy obroną i atakiem. Gra niemal zawsze. 7

Sami Khedira – Pierwszy partner dla Xabiego według Mou. Niemiec jest specem od czarnej roboty. Nie imponuje dryblingami, jednak bardzo trudno go ograć. Strzelił jednego z ważniejszych goli sezonu: podczas klasyku na Camp Nou. 6

Cristiano Ronaldo – Wybitny. Bramki niekwestionowanego lidera drużyny w znacznym stopniu przyczyniły się do Mistrzostwa. Pobił wszystkie rekordy, a gole wbijane Barcelonie, Osasunie czy Atletico uszczęśliwiły wszystkich fanów. Portugalczyk z każdym rokiem jest dojrzalszym zawodnikiem. Gra mniej pod siebie, a więcej dla drużyny. 10

Ángel Di María – Przed kontuzją rozgrywał fenomenalny sezon liderując w klasyfikacji asystentów. Pomocnik jest obdarzony świetną kondycją, strzałem z dystansu oraz dobrym dryblingiem. 7

Karim Benzema – Najlepszy sezon Francuza w Hiszpanii. Nie mówimy o samych bramkach, ponieważ Karim daje bardzo dużo drużynie. Jego trafienia bywają wybitne, jak choćby “strzał Van Bastena” w meczu z Osasuną. 9

Mesut Özil – Jego lewa stopa odegra znaczącą rolę w przyszłości “Królewskich”. W momencie potrafi zagrać niekonwencjonalnie i stworzyć sytuację bramkową. 8

Gonzalo Higuaín – Pomimo, że przegrywa rywalizację z Benzemą i tak jest bezcenny. Często strzela gole i nigdy nie ustępuje. 8

José María Callejón – Rzadko gra w pierwszym składzie, a strzelił ponad dziesięć goli. To wielka wydajność. Dobre statystyki i wielki charakter. 7

Kaká – W pewnym momencie wydawało się, że Brazylijczyk powrócił do dawnej wielkiej formy. Jedna jaskółka wiosny jednak nie czyni. Kolejny słaby sezon. 4

Lass – Latem miał odejść, jednak ostatecznie został w Madrycie. Na początku sezonu grał, ale później został odsunięty od składu. 4

Fábio Coentrão – W kratkę. Mourinho sprowadzając go zwiększył rywalizację na lewej stronie defensywy. Piłkarz kupiony z Benfiki najlepszy mecz rozegrał na Camp Nou, gdzie idealnie pokrywał Daniego Alvesa. 5

Raphaël Varane – Młody Francuz to jedno z największych zaskoczeń tego sezonu. Co prawda grywał niewiele, jednak kiedy już był na murawie, nie popełniał błędów. Strzelił także jednego pięknego gola. 8

Esteban Granero – Odgrywał ważną rolę w drugiej części sezonu. 6

Nuri Şahin – Największe rozczarowanie. Kontuzja pokrzyżowała jego plany i ponoć to głównie przez nią prawie w ogóle nie grał, kiedy był już zdrowy. 5

Raúl Albiol – Przegrywa rywalizację z wszystkimi stoperami i latem prawdopodobnie zmieni klub. 5

Hamit Altintop – Kolejny rozczarowujący transfer. 5

Antonio Adán – Grał tylko w Copa del Rey i Lidze Mistrzów.

José Mourinho – Udało mu się przerwać maraton Barcelony i kończyć sezon z rekordową ilością bramek. Jego taktyka przez niektórych jest kwestionowana, jednak przynosi sukcesy. 10

Read more
Asy Ojrzyńskiego

Korona Kielce udowodniła, że lekką zniżkę formy ma już za sobą. Piłkarze ze stolicy świętokrzyskiego wygrali drugi wyjazdowy mecz z rzędu w stosunku 2:0. Tym razem byli lepsi od GKSu Bełchatów. To był jeden z ostatnich zakrętów w drodze po wymarzone puchary, a przy remisie Legii Warszawa z Jagiellonią, może po coś więcej?

Jeśli ktoś oglądał potyczkę Korony z Łódzkim Klubem Sportowym miał prawo mieć deja vu. “Żółto-Czerwoni” po raz kolejny szybko strzelili dwa gole, a później oddali inicjatywę rywalom. Nie wynikało to ze słabości naszych piłkarzy, a z dobrze nakreślonego planu taktycznego. Korona od razu “siada” na przeciwnika, aby przez resztę meczu odpoczywać i skupiać się na kontratakach. – Moi piłkarze nie zagrali va banque – powiedział po meczu Leszek Ojrzyński. To prawda. W drugiej części gry GKS nie miał już siły ani pomysłu na zagrożenie bramce Pilarza, ponieważ Korona zgniotła swojego oponenta ciągłym pressingiem i szczelną defensywą, a mając dwubramkową zaliczkę, nie musiała brawurowo konstruować akcji.

Bohaterem spotkania był Pavol Stano, środkowy obrońca, który zawstydził wszystkich napastników grających w T-Mobile Ekstraklasie. Leszek Ojrzyński ma prawo narzekać na nadmiar (nie)skutecznych napastników. Daniel Gołębiewski do siatki trafił tylko w meczu z Lechem Poznań, dorobek strzelecki Łukasza Jamroza zatrzymał się na dwóch bramkach w debiucie, Mateusz Łuczak jeszcze do siatki w barwach Korony nie trafił, a Maciej Korzym jest zawieszony za kartki. Potrzeba matką wynalazków, więc szkoleniowiec Korony postanowił przesunąć Stano do ataku. Taki manewr w krytycznych sytuacjach stosował jeszcze Marcin Sasal, jednak dopiero Ojrzyński zdecydował się dać Słowakowi szansę gry z przodu od pierwszej minuty. To był strzał w dziesiątkę. 34-latek nie tylko strzelił dwa gole (nie tylko!), ale także świetnie zastawiał się, odbierał futbolówki w środku pola, dokładnie podawał do wybiegających kolegów, a także bawił się w zagrania techniczne. A to zdecydował się na niekonwencjonalny drybling w polu karnym, a to przerzucenie piłki nad interweniującym obrońcą. Tak opisywać można zagrania gwiazd z niemieckich czy włoskich boisk, natomiast trudno znaleźć drugiego takiego zawodnika w lidze polskiej. Paweł Sobolewski wyjawił, że manewr ze Stano w ataku był trenowany w ostatnim tygodniu. Leszek Ojrzyński po raz kolejny w tej rundzie zaskoczył swojego kolegę po fachu wyciągając asa z rękawa. W meczu z Jagiellonią takowym był Łukasz Jamróz, który także dwukrotnie trafił do siatki.

Po raz kolejny bardzo dobry występ zanotował Artur Lenartowski. Młody pomocnik na początku sezonu był wyraźnie zagubiony, jednak z każdą kolejką widać było po nim większe doświadczenie i lepszą grę. W spotkaniu z ŁKS strzelił bramkę, a w sobotę świetnym podaniem, które ten zamienił na bramkę obsłużył Stano. Piłkarz sprowadzony z Rakowa nie boi się pójść w drybling czy zagrać niekonwencjonalnie. Jeśli “Kaka” będzie się tak dalej rozwijał, w następnym sezonie możemy mieć z niego sporą pociechę. Na pochwałę zasługuje także Krzysztof Pilarz, który po dłuższej przerwie wrócił do bramki i nie popełnia błędów, a zalicza pewne interwencje. Dobrze prezentowała się także przemeblowana defensywa z Malarczykiem i Kijanskasem w środku. Ta pozycja w naszym zespole jest mocno obsadzona, ponieważ w odwodzie pozostają Krzysztof Kiercz i Pavol Stano, chociaż Słowak po ostatnich popisach może stanowić większe zagrożenie dla Gołębiewskiego i Łuczaka.

Na dwie kolejki przed końcem sezonu Korona prezentuje się bardzo dobrze. Leszek Ojrzyński dobrze poukładał zespół, a piłkarze zamknęli usta wszystkim krytykom. Do pierwszego miejsca tracą tylko dwa punkty i chyba śmiało można powiedzieć, że obok Lecha Poznań prezentują się najlepiej ze wszystkich drużyn walczących o puchary. Utrzymajmy to dalej.

1.05.2012
Read more
40-letni fanboy

 Tydzień temu Wojciech Kowalczyk obchodził czterdzieste urodziny. To piękny wiek dla mężczyzny, jednak często mówimy o tzw. “kryzysie wieku średniego”, kiedy człowiek nie za bardzo wie co się z nim dzieje.
Szanuję “Kowala” za to co osiągnął podczas swojej piłkarskiej kariery, lubię słuchać jego wypowiedzi na tematy związane z kadrą i Ekstraklasą, jednak kiedy przychodzi mu skomentować coś związanego z FC Barcelona, traci rozum, albo zamienia ten narząd z dwunastolatkiem.

Kowalczyk nie ukrywa tego, że sympatyzuje “Dumie Katalonii”. Nie ma w tym oczywiście nic złego, jednak w jego przypadku jest to już po prostu ślepe zapatrzenie. Rok temu, kiedy Real zwyciężył w finale Pucharu Króla, były reprezentant Polski napisał na swoim blogu, że to “Puchar Weszło”. Dla mniej zorientowanych, to jakże nieprestiżowe trofeum było żartem skierowanym ku prezesowi Polonii Warszawa, jednak nie zagłębiajmy się w to, tylko zajmijmy się poważnym futbolem.

Po wczorajszych Gran Derbi, Kowalczyk swój wpis na blogu rozpoczął wyjątkowo idiotycznie. “Widzicie? Tak to jest, jak się nie słucha inteligentnego człowieka, czyli Guardioli. Zdobył gość mistrzostwo tyle razy, że Mourinho może tylko pomarzyć i już jakiś czas temu wolał się skupić na Lidze Mistrzów. Efekt mieliśmy dzisiaj.” Nie wiadomo czy się śmiać, czy płakać.

Mourinho zdobył dwa mistrzostwa Portugalii, dwukrotnie triumfował w Anglii, tyle samo razy w Italii, a do tego dochodzą także różne puchary takie jak puchary krajowe, Superpuchary czy trofea zdobywane na arenie międzynarodowej. Guardiola zdobył trzykrotnie mistrzostwo Hiszpanii. Kto to ma komu zazdrościć? Ciekawe jest też nazywanie Mourinho “pseudo trenerem z Madrytu”. Jeszcze śmieszniejszy jest argument o odpuszczeniu sobie ligi i skupianiu się na Champions League.

Czyli Guardiola poszedł na spotkanie z Sandro i powiedział “Witam prezesie, niestety, ale chyba odpuścimy sobie Gran Derbi, jakoś tak nam się nie chce, i tak nie odrobimy tych czterech punktów”? Rozumiem jeszcze, gdyby “Kowal” napisał coś takiego przy dziesięciopunktowej przewadze, ale przecież jeśli Barca by wczoraj wygrała, zmniejszyłaby stratę tylko do jednego “oczka” i narzuciła na “Królewskich ogromną presję”. Zresztą, jaki profesjonalny klub może odpuścić sobie tak ważne i prestiżowe spotkanie? Przecież nawet w najniższych klasach rozgrywkowych derby to świętość. Miliony za zwycięstwa i honor, ale co tam, odpuszczamy ligę!

“Dlaczego Tello i Thiago nie wyszli w pierwszym składzie w Londynie? Dlaczego Messi człapał jak Ljuboja, a Xavi wyglądał jak Radović? Bo nie myśleli o lidze. Proste”, kontynuuje “Kowal”. Rozumiem, że Xavi specjalnie nie wykorzystał stuprocentowej sytuacji, a Puyol stał nad piłką, żeby przypadkiem nie zawalić planu, którego celem była porażka? Messi to wybitny zawodnik, ale ja stale będę upierał się przy tezie, że bez Xaviego i Iniesty traci na wartości. Tak było wczoraj. Słabiej grała wymieniona dwójka, Messi także był niewidoczny.

Dla mnie przykładem obiektywnego komentatora jest kolega z pracy “Kowala”, Mateusz Borek. Chociaż kibicuje Realowi, potrafi go zganić i nie szuka wymówek. Kowalczyk natomiast przypomina mi 12-latka z forum, który zrobi wszystko, żeby dopiec rywalowi i wychwalać swój ukochany zespół. Na pewno też takich znacie i raczej nie grzeszą inteligencją.

“Wygrał zespół zdecydowanie lepszy – bezdyskusyjnie. Ale przeciwnicy nie podjęli rękawicy, bo wszystko podporządkowali Chelsea”. Panie Kowalczyk, trochę więcej obiektywności. Wiek zobowiązuje..

tekst także na realmadryt.net
Read more
Piłkarski Poker 2012

Korona Kielce wczoraj przegrała 0:2 z Zagłębiem Lubin, a raczej z panem “sędzią” Pawłem Pskitem. Arbiter pokazał w sumie dwadzieścia żółtych kartek w tym aż trzy czerwone. – Nigdy czegoś takiego nie widziałem w mojej piłkarskiej karierze – mówi Tadas Kijanskas.


Pskit na początku spotkania pozwolił zawodnikom na kilka ostrzejszych wejść, jednak później zdecydowanie się pogubił i wyciągał kartkę za kartką. Śmieszne jest więc tłumaczenie niektórych mediów, że arbiter “przyjął określony styl prowadzenia meczu i konsekwentnie się go trzymał”. Pavel Hapal chyba puścił swoim zawodnikom materiał z meczów FC Barcelona lub najlepszymi zagraniami Sergio Busquetsa. Najbardziej pojętnym uczniem okazał się Costa, który po tym jak lekko dotknął go Paweł Golański upadł na ziemię jak rażony piorunem. Zawodnik z Zimbabwe był nagradzany soczystą porcją gwizdów przy każdym kontakcie z futbolówką.

Pskit rozkręcił się w 30. minucie spotkania, kiedy za “faul” wyrzucił Vlastimira Jovanovicia. Ok, rzut karny być może powinien zostać podyktowany, ponieważ sędziowie to ludzie i mają prawo do pomyłek, jednak Serb na pewno nie zasłużył na wyrzucenie z boiska. Jova pierwsze “żółtko” otrzymał za wejście na jednym z graczy Zagłębia. Decyzja bardzo sporna, więc nie rozumiem sensu karania zawodnika za drugie wejście. Co ciekawe chwilę przed podyktowaniem jedenastki na środku boiska faulowany był Kamil Kuzera. Gwizdek arbitra milczał.

Do Pskita z pewnością nie byłoby aż tylu pretensji, gdyby traktował wszystkie zagrania na równi. Kiedy tylko któryś z Miedziowych upadał na ziemię, sędzia od razu wkładał gwizdek do ust. Natomiast jeśli faulowany był jeden ze Złocisto-Krwistych, Pskit kazał grać dalej. Dodajmy do tego notoryczne opóźnianie gry i prowokowanie nakręconych graczy z Kielc.

Paweł Pskit pochodzi z Łodzi, więc siłą rzeczy musi kibicować jednej z tamtejszych drużyn. Dziwnym trafem w następnych trzech kolejkach Korona zmierzy się z ŁKS, Widzewem oraz Bełchatowem. Nie chcę nic insynuować, jednak bardzo łatwo wyrobić sobie zdanie na ten temat. Czy na piątkowe spotkanie nie mógł zostać oddelegowany arbiter z innego miasta? Na pewno uniknęlibyśmy wynajdywania teorii spiskowych. W takim przypadku idealnie pasuje więc urywek z legendarnego, jednak wiecznie aktualnego (?) filmu pt. “Piłkarski poker”.

15.04.2012
Read more
Oglądałem Barcelonę, więc...

Co prawda daleki jestem od kreślenia teorii spiskowych o pomaganiu Barcelonie przez arbitrów, jednak otwarcie mówię o moich uczuciach do drużyny “Dumy Katalonii”, a profil Oglądałem Barcelonę, więc wiem co to aktorstwo na facebooku mam zalajkowany.

Co prawda decyzja arbitra w 43 minucie meczu z Milanem była nieco dyskusyjna, jednak moim jak i wielu zdaniem, w tym kibiców Barcelony, gdyby Sergio Busquets (ponownie!) nie dołożył swoich jakże wyćwiczonych umiejętności aktorskich, jedenastka nie byłaby podyktowana. Sytuacja była bardzo klarowna: Puyol lekko popycha Nestę, który przewraca Busquetsa. Fakt, że ten trzymał Katalończyka za koszulkę nie jest bardzo istotny, ponieważ robi to 90% zawodników w polu karnym podczas wykonywania rzutu rożnego
.
Czy coś wam to przypomina? Cristiano podaje, przewraca go jeden z zawodników Barcy, a Portugalczyk mimowolnie upada powalając Mascherano, który upada jak trafiony piorunem. Arbiter użył gwizdka dopiero wtedy, kiedy Higuain wpakował piłkę do siatki.

8.04.2012
Read more
no image

“Zwycięży Orzeł Biały, zwycięży polski klub”, śpiewają kibice Wisły Kraków przed każdym meczem. Kiedy spojrzą jednak na murawę, zobaczą zbieraninę zagranicznych piłkarzy, którzy albo myślą o odcinaniu kuponów, albo szybkiej promocji i ucieczce do silniejszej ligi. Gdzie ta Polska?

Każdy kibic chce się identyfikować z jakimś zawodnikiem swojej ulubionej drużyny. O ile parę lat temu na Reymonta nie było z tym problemów, tak dzisiaj, po odsunięciu Patryka Małeckiego od drużyny kibice siedzący za jedną z bramek nie mają na boisku swojego bożyszcza, zawodnika, którego nazwisko oklaskuje się z przyjemnością.

Regularne występy zalicza Cezary Wilk, jednak poza nim na murawie nie ma innego walczącego rodaka. Jacek Bednarz i Stan Valckx mają nie lada zadanie: muszą “spolonizować” krakowski zespół, bo fakt, że w meczu z Bełchatowem na murawie nie przebywał żaden Polak, jest po prostu powodem do wstydu.

W kadrze “Białej Gwiazdy” jest tylko pięciu zawodników urodzonych nad Wisłą z szansami na grę. To Czekaj, Garguła, Wilk i wiecznie kontuzjowany Boguski oraz powoli kończący karierę Sobolewski. Słabo. Być może do tej grupy dołączy Patryk Małecki, który w środku tygodnia wrócił do treningów, ale nie jest powiedziane, że od razu otrzyma powołanie.

Kto więc mógłby dodać Wiśle prawdziwego, ojczystego charakteru? Latem zespół prawdopodobnie opuści najlepszy strzelec, Dudu Biton, którego trzeba będzie zastąpić. Najlepsza opcją może być.. Paweł Brożek, który kiedyś był ulubionym piłkarzem krakowskich trybun.

Wychowanek Polonii Białogon odszedł do Trabzonu, jednak tam nie zrobił oszałamiającej kariery. Zimą przeszedł do Celtiku, aby powrócić do formy strzeleckiej na Euro 2012. Wraz z jego przyjściem, Giorgios Samaras przypomniał sobie jak strzelać bramki i “Broziu” musiał zaprzyjaźnić się z ławką rezerwowych. Na murawie przebywał przez bagatela pół godziny. Ostatnio trafił jednak do bramki, niestety, w meczu rezerw. Bardzo prawdopodobne, że Celtic nie zdecyduje się wykupić Brożka po sezonie i ten będzie musiał szukać sobie nowego pracodawcy.

Drugą sensowną opcją do wzmocnienia linii ataku i wypełnienia luki po Bitonie jest snajper chorzowskiego Ruchu, Arkadiusz Piech. Za 27-ltkiem przemawia nie tylko osiem zdobytych w tym sezonie bramek, ale także ogromna waleczność. Dla niego nie ma straconych piłek, a każdy kibic uwielbia zawodników o takiej charakterystyce gry. 1-krotny reprezentant Polski mógłby zostać bożyszczem kibiców, którzy dzięki zaangażowaniu mogliby zapomnieć o jego chorzowskiej przeszłości.

Sam zawodnik powinien być zainteresowany przenosinami do Krakowa, ponieważ mógłby tam liczyć na zdecydowanie wyższe zarobki i grę w co jak co, ale bardziej prestiżowym klubie od Rucha.
Wiślacy nie mają co liczyć na swoją młodzież, ponieważ drużyna w Młodej Ekstraklasie zajmuje dopiero trzynasta lokatę.

Po zakończeniu tego sezonu kończy się umowa podstawowego bramkarza Wisły, Sergeia Pareiko i nie mówi się zbyt głośno o jej przedłużeniu. Estończyk potrafi popisać się świetną interwencją, ale czasem zdarzają mu się spore klopsy, które często przesądzają o wyniku spotkania. Pozostanie więc po nim luka którą trzeba będzie zapełnić. Jako jego następcę widzę 21-letniego Łukasza Skorupskiego z Górnika Zabrze, którzy przebojem wdarł się do Ekstraklasy i spisuje się w niej bardzo dobrze.

Dlaczego polskie czołowe zespoły tak rzadko zaglądają na boiska pierwszej ligi? W Zawiszy Bydgoszcz czołową postacią jest rówieśnik wymienionego wcześniej Skorupskiego, pomocnik Adrian Błąd. Sprowadzenie go na pewno nie byłoby bardzo kosztowne, a zawodnik z pewnością zasuwałby na murawie.
W Zagłębiu Lubin świetnie gra Akradiusz Woźniak. Młody piłkarz ma lekkość dryblingu, dużo widzi na boisku i nie boi się grać ofensywnie. Jeśli “Miedziowi” po tym sezonie pożegnają się z T-Mobile Ekstraklasą, sprowadzenie go na Reymonta nie powinno być trudnym zadaniem.

Czy któryś z wymienionych przeze mnie zawodników latem wzmocni kadrę Michała Probierza? Bardzo prawdopodobne, że nie, ale przynajmniej kibice nie musieliby kłamać śpiewając swój hymn.

24.03.2012
Read more
no image

“Moskal Kazimierz, nie rusz Kazika, bo zginiesz!” – skandowali kiedyś kibice Wisły Kraków. Moskal jednak nie jest już szkoleniowcem “Białej Gwiazdy” i jak wiele wskazuje, nikt nie będzie po nim płakać, ponieważ drużynę przejął dla wielu cudotwórca, Michał Probierz. Co prawda w serwisie pojawił się już jeden tekst na temat 6-krotnego reprezentanta Polski, jednak zapraszam do sprawdzenia nieco innego spojrzenia na sprawę.

Popularny Kaziu po praz pierwszy otrzymał szansę na samodzielne prowadzenie zespołu. Wcześniej był asystentem m.in Wernera Liczki, Jerzego Engela, Dana Petrescu, Dragomira Okuki czy Henryka Kasperczaka, a ostatnio Roberta Maskanta, więc miał od kogo zbierać trenerskie szlify.
Kiedy wreszcie otrzymał upragnioną szansę bycia głównym szkoleniowcem, bardzo szybko poległ. Gdyby nie zbieg okoliczności i trafienie z 93 minuty w spotkaniu Fulham – Odense, Moskal prawdopodobnie straciłby pracę już na początku zimy, jednak presja wywierana przez kibiców nie pozwoliła na pożegnanie się z legendarnym zawodnikiem.

Przygoda Moskala z ławką trenerską “Białej Gwiazdy” mogła trwać zdecydowanie dłużej, gdyby nie kilka błędów, popełnionych przez niedoświadczonego szkoleniowca. Oto pięć największych grzechów.

5. “Mogą mi mówić Kaziu”, czyli brak charyzmy
W jednym z wywiadów Moskal powiedział podobne słowa. Wygląda na sympatycznego faceta, jednak nie wyobrażam sobie go, kiedy trzęsie szatnią motywując zawodników. To na pewno odbija się na późniejszej postawie na boisku. Trudno winić za to samego Moskala, ponieważ poszczególne cechy charakteru są indywidualną cechą każdego człowieka, jednak to mogło zaważyć na słabych wynikach krakowian.

4. Zaufanie do Nuneza
Argentyńczyk kompletnie zawiódł przeciwko Standardowi podczas pierwszego spotkania 1/16 finału Ligi europejskiej, popełnił kilka błędów przeciwko Zagłębiu Lubin, a mimo to w rewanżu wybiegł od pierwszej minuty i.. złapał bezsensowną czerwoną kartkę.

3. Zimowa posucha
Bogaty jak na polskie warunki klub nie kupił zimą ani jednego zawodnika, a gołym okiem było widać, że kilka pozycji powinno zostać wzmocnionych. Dodatkowo Moskal nie pożegnał się z paroma piłkarzami, których umiejętności nie są odpowiednie do gry w zespole Mistrza Polski.

2. Genkow zamiast Bitona
45-latek uparł się, aby posadzić najlepszego napastnika zespołu na ławce rezerwowych i dawać szanse na grę wyraźnie słabszemu Genkowowi. Izraelczyk przewyższa Bułgara pod każdym względem piłkarskiego abecadła i to on był zdecydowanie lepszym wyborem.

1. Ultradefensywa na Standard
Standard Liege nie był zespołem nie do przejścia przez krakowską Wisłę, a Moskal wyraźnie nie zauważył słabości swojego rywala. Wisła już w Krakowie mogła wygrać nawet w dziesiątkę, jednak na rewanżowe spotkanie trener nie zrobił nic, aby zdecydowanie zaatakować przeciwnika. Moim zdaniem zmiany powinny zostać przeprowadzone już w przerwie. W drugiej części gry sytuację na pewno skomplikowała czerwona kartka, ale wpuszczenie na murawę Bitona przy takiej bezsilności Standardu dopiero w ostatnim kwadransie woła o pomstę do nieba.

 gdzieś w lutym pisane
Read more
no image

O tym, że Bakero powinien zostać zwolniony pisałem, nie tylko ja, już po serii pięciu spotkań Lecha Poznań bez strzelonego gola. Jacek Rutkowski w różowych okularach był zapatrzony w CV piłkarskie Baska, bo o trenerskim tutaj nie ma żadnej mowy i postanowił spierdolić Lechowi kolejny sezon. Brawo, udało się.

Nie wiem czym kierował się prezes Kolejorza, ale na pewno nie zdrowym rozsądkiem. Kiedy wszystkie media trąbiły o rychłym końcu byłej gwiazdy Barcelony, Lech wygrał dwa spotkania na własnym boisku, z przedostatnim w tabeli ŁKS 4:0 oraz najgorszym zespołem T-Mobile Ekstraklasy, Zagłębiem Lubin. Ot mi wielka sztuka patrząc na potencjał kadrowy swój i rywali. Nie wiem co dobrego można było widzieć w postawie Poznaniaków, jednak na pewno nie poprawę. Gdyby Miedziowi mieli odrobinę więcej szczęścia, to i to spotkanie mogło zakończyć się blamażem.

Rutokwski postanowił jednak odroczyć egzekucję na swoim zespole i nie zwolnił hiszpańskiego szkoleniowca, pomimo wyraźnego nacisku ze strony kibiców. To okazało się wielkim błędem, który można było przewidzieć. Bakero nie odmienił oblicza zespołu i przegrał w fatalnym stylu dwa spotkania. Lepszy okazał się Bełchatów, który po raz pierwszy od niepamiętnych czasów wygrał na wyjeździe oraz chorzowski Ruch.

Porażki można jeszcze jakoś przeboleć, jednak styl w jakim zostały one poniesione nie wystawi dobrej oceny całemu sztabowi szkoleniowemu. Piłkarze pomimo zagranicznego zgrupowania w słonecznej Hiszpanii wyraźnie odstawali od rywali pod względem przygotowania fizycznego. Już lepiej patrzyło się na ŁKS, który niemal cała zimę spędził na hali.

Kiedy Jose Mourinho obejmował Chelsea Londyn nauczył się języka angielskiego. Kiedy przechodził do Interu, po kilku miesiącach włoski miał opanowany do perfekcji. To przyniosło sukces. Lech jak każda drużyna, w trudnych momentach potrzebuje “suszarki” od szkoleniowca. Jose Mari nie ma jednak żadnej charyzmy co w połączeniu z brakiem znajomości polskiego choćby w najmniejszym stopniu daje cichą i słabo zmotywowaną szatnię, co przekłada się na wyniki.

Bakero w Polsce jako trener nie pokazał zupełnie nic, jeśli nie liczymy zmiany najpiękniej grającej drużyny Ekstraklasy na chłopców do bicia. Ktoś może mówić, “ale jak to, przecież ograł Manchester City i awansował do 1/16 finału ligi europejskiej”. To był sukces Jacka Zielińskiego, który zespół zostawił dokładnie trzy dni przed szlagierowym pojedynkiem. A wygrana z Bragą w pierwszym meczu? Przypomnijcie sobie warunki atmosferyczne przy Bułgarskiej, w rewanżu Portugalczycy byli ekipą wyraźnie lepszą.

Potwierdza się moja teoria spiskowa co do wielkich trenerów rodem z Barcelony. Barcelona Pepa Guardioli także nie ogrywałaby wszystkich, gdyby nie geniusz kilku zawodników, a tutaj kim miał straszyć Bakero, Ślusarskim?

Później Bask nie potrafił wykrzesać nic z zespołu, który piłkarsko nawet nie stoi, a systematycznie się cofa. Andrzej Strejlau krytykuje decyzje o zwolnieniu Bakera, jednak jest to głos jak najbardziej mylny. Nie dość, że Kolejorz może wreszcie wyjdzie na prostą i piłkarze nie będą grać przeciwko szkoleniowcowi, to także sporo zostanie w kasie klubu.

Pytanie tylko, kto poprowadzi poznańską lokomotywę.  Na to stanowisko namaszczony został już Michał Probierz, jednak swoją reputację w dużej mierze zawdzięcza mediom i kilku spotkaniom na ławie ŁKS. W Jagiellonii przecież odpadł w pierwszej rundzie kwalifikacyjnej do Europa League, a w Grecji, którą miał zawojować pożegnano go bez jakiegokolwiek żalu. Ten sezon i tak jest już stracony, więc czemu nie dać poprowadzić zespołu aktualnie drugiemu trenerowi, Mariuszowi Rumakowi? Lecha i tak nie da się bardziej zepsuć, a latem, zarząd powinien bezzwłocznie sprowadzić na ławkę trenerską Waldemara Fornalika, który w biednym Ruchu dokonuje cudów.

25 luty 2012
Read more
no image

 AC Milan zaprezentował się fenomenalnie w spotkaniu 1/8 finału Ligi Mistrzów z Arsenalem, rozbijając Kanonierów aż 4:0. Chyba nawet najwięksi optymiście nie spodziewali się aż takiego pogromu drużyny przyjezdnych.

Po beznadziejnym początku sezonu, Wenger nastawiał kibiców na prawdziwą walkę w Europie. Wydawało się, że Arsenalowi powoli wszystko zaczyna wychodzić. Rozgromili Blackburn Rovers oraz zwyciężyli na trudnym terenie  przeciwko Sunderlandowi. Milan rozwiał wszystkie te marzenia w pył, ponieważ po porażce 4:0, szanse the Gunners na awans do kolejnej rundy zostały zniwelowane do zera.

Wenger nie ma pomysłu na zespół. Wymówka o młodej i perspektywicznej drużynie teraz już nie zadziała. Katastrofalnie zaprezentowała się defensywa Arsenalu, która zawiniła praktycznie przy pierwszym golu. Gdyby można było dokonać czterech zmian, Wenger powinien zmienić wszystkich już w przerwie. Nic by to pewnie nie dało, ponieważ rezerwowy Djorou sprokurował rzut karny.  Pretensji nie można mieć do Wojciecha Szczęsnego, który co prawda wpuścił 4/5 strzałów, jednak zanotował kilka niezłych interwencji.

Kanonierzy nie mieli żadnej armaty. Szkoda mi tylko Robina Van Persiego, który wyraźnie odstaje od reszty swoich kolegów. Latem prawdopodobnie pójdzie droga Thierry’ego Henry’ego, z tą różnicą, że wybierze stolicę nie Katalonii, a Hiszpanii.

Włochom wychodziło dokładnie wszystko. Nie dość, że kapitalnie spisywali się w ataku, to potrafili zachować szczelną defensywę. Podobał mi się Abate, który kiedy widzi, że nie ma szans na czyste przerwanie akcji, nie patrząc na nic wybija piłkę poza boisko. Tak się gra po włosku! Pytanie tylko jak Arsenal przygotowywał się do spotkania, skoro cztery gole zaaplikowało mu trzech zawodników, którzy ciągle atakowali. Milan wygrał spotkanie Zlatanem, Robinho i Boatengiem, który nie grał miesiąc. Więc pytanie, Milan taki dobry, czy Arsenal taki
chujowy
słaby.

17.02.2012
Read more
wtorek, 14 lutego 2012
10 największych talentów Champions League

Już dzisiaj startuje faza pucharowa Ligi Mistrzów. Najlepsze rozgrywki świata co roku prezentują wielkie młode talenty. Poniżej przedstawiam mój ranking dziesięciu zawodników, którzy  już niebawem nas zaskoczą i pokażą swoje ogromne umiejętności. To czasem nie ci najwięksi jak Ronaldo, Messi czy Rooney przesądzają o wygranych, a właśnie oni. Pod uwagę brałem jedynie zawodników, którzy mają nie więcej niż 21 lat.

10. Raphaël Varane (Real Madryt, 19 lat)
Latem biła się o niego połowa czołowych klubów Europy, jednak rywalizację o 19-letniego stopera RC Lens wygrał nie kto inny jak Real Madryt, płacąc dziesięć milionów euro. Pomimo młodego wieku Francuz imponuje dojrzałością, dzięki której wygrał już rywalizację z Raulem Albiolem. Jego pozaboiskowym atutem jest "zimna głowa", tutaj nie ma mowy o sodówce. Na razie aby wystapić musi czekać na kontuzje bądź zawieszenia starszych kolegów, jednak kiedy już dostanie swoją szansę, na pewno nie zawiedzie. Jak dotąd zzaliczył 7 spotkań, po których zaczęto nawet łączyć go z wyjazdem na Euro. Potrafi wykorzystać swoje 191 centymetrów wzrostu, dzięki którym strzelił już dwa gole.

9. Oriol Romeu (Chelsea FC, 21 lat)
Typowy człowiek od czarnej roboty. Wychowanek FC Barcelona poszedł drogą Ceska Fabregasa i zamienił ciepłą Katalonię na deszczowy Londyn. Pomimo niemrawego początku, z czasem dostaje coraz więcej szans na grę i zazwyczaj spisuje się bardzo dobrze. Doskonale wywiązuje się ze swojej roli na odpowiedzialnej pozycji i zapewnia spokój defensorom często odbierając i rozprowadzając piłkę w środku pola. Nie bez powodu Guardiola zastrzegł sobie, że za 10 milionów euro może sprowadzić go z powrotem na Camp Nou.

8. Nicolas N'Koulou (Olympique Marsylia, 21 lat)
Ostoja defensywy Marsylii. Didier Dechamps zaufał Kameruńczykowi i nie nie może żałować swojej decyzji. Podstaw do narzekania nie ma także selekcjoner reprezentacji Kamerunu, gdzie N'Koulou jest podstawowym zawodnikiem. Podobnie jak Varane, imponuje dojrzałością, a pomimo tego, że jest niższy od stopera Los Blancos, wcale nie gorzej radzi sobie w pojedynkach powietrznych. Jeszcze o nim usłyszycie.

7. Alexandre Lacazette (Olympique Lyon, 21 lat)
Drugim Benzemą raczej nie będzie, jednak i tak czeka go piękna kariera, ponieważ talent ma ogromny. Francuz przeszedł wszystkie szczeble piłkarskiej akademii Lyonu, aż wreszcie został włączony do pierwszej drużyny. Trener Garade nie boi się dawać szansy młodym zawodnikom, dzięki czemu Lacazette zaliczył w tym sezonie już szesnaście występów. Latem został najlepszym strzelcem reprezentacji Francji U20 na Mistrzostwach Świata w Kolumbii.

6. Isaac Cuenca (FC Barcelona, 20 lat)
Kolejna perełka rodem z La Masii. Trzymanie się linii, dobra gra jeden na jeden, nienaganna technika oraz umiejętność oddawania kąśliwych strzałów z dystansu to główne atuty Cuenki. W ostatnim  pampeluńskim koszmarze zanotował fenomenalną asystę piętą. W klubie mu ufają, ponieważ nie dawno przedłużono z nim umowę do 2015 roku. Zainteresowany jego kupnem był ponoć Manchester United, a sir Alex Ferguson nie ma w zwyczaju wyrzucać pieniędzy w błoto.

5. David Alaba (Bayern Monachium, 19 lat)
Chociaż mógł reprezentować Nigerię lub Niemcy, to wybrał Austrię. Jest największą nadzieją kadry i Bayernu Monachium. Jego kariera rozwijała się krok po kroku. Przeszedł przez szkółki Austrii Wiedeń i Bayernu, po czym zbierał doświadczenie na wypożyczeniu. W tym sezonie Jupp Heynckes utrzymuje regularność jego występów. 19-latek spędził 704 minuty na boiskach Bundesligi oraz prawie 200 w Champions League. W grudniu odebrał nagrodę dla najlepszego austriackiego piłkarza.

4. Christian Tello (FC Barcelona, 20 lat)
Tego pana wszyscy poznaliśmy stosunkowo niedawno, a mianowicie 28 stycznia, kiedy wszedł na ostatni kwadrans zremisowanego pojedynku z Villarreal i zachwycił wszystkich.  Później rozegrał kolejne dobre spotkania odpowiednio z Sociedadem i Osausną, gdzie strzelił po golu. Nie sztuką jest błyszczeć przy Xavim i Inieście, on robi to bez ich pomocy. Przy słabszej formie Messiego, najnowszy produkt La Masii staje się liderem Barcelony. Ponoć nie pasuje stylem do "Dumy Katalonii", bo jest za szybki, ale czy to komuś przeszkadza?

3. Stephan El Shaarawy (AC Milan, 19 lat)
Napastnik egipsko-włoskiego pochodzenia imponuje nie tylko ciekawa fryzurą, ale także umiejętnościami piłkarskimi. W tym sezonie "mały faraon" rozegrał dwanaście ligowych spotkań, w których dwukrotnie wpisywał się na listę strzelców i zanotował jedną asystę. Jest szybki i dobrze wyszkolony technicznie, ma spory przegląd pola i nie boi się finezyjnych zagrań. W  Kwintensencja słów młody talent. 
2. Xherdan Shaqiri (FC Basel, 20 lat)
Awans Bazylei do 1/8 finału Champions Leagie nie byłby możliwy, gdyby nie kapitalna gra urodzonego w Kosowie reprezentanta Szwajcarii. Shaqiri z powodzeniem może grać zarówno po prawej, jak i lewej stronie boiska.Wielką bitwę o pozyskanie największego szwajcarskiego talentu od czasów Freia ostatecznie wygrał Bayern Monachium, w którym będzie występował od najbliższego lata. Bawarczycy przedstawili korzystniejszą ofertę m.in od Interu Mediolan i Manchester United.

1. Alex Oxlade - Chambrlian, 18 lat)
Najnowsza perełka akademii Arsenalu. Atletycznie zbudowany pomocnik powoli zalicza coraz dłuższe występy i zbiera lepsze recenzje. Jest szybki i nie boi się pojedynków sam na sam. Kibice go uwielbiają. Podczas spotkania z Manchesterem United należał do najlepszych na boisku, a decyzja o jego zmianie została skomentowana przez kibiców wygwizdaniem Arszawina. Tajna broń Wengera na AC Milan i nie tylko.

Read more