Kto to w ogóle jest? Teraz na pewno spadniemy. Pierwsza liga hej! - takie i inne komentarze pojawiały się po zatrudnieniu trenera Leszka Ojrzyńskiego w Koronie Kielce. Z perspektywy czasu okazało się to trafnym posunięciem zarządu, jednak nikt chyba nie mógł dziwić się tak negatywnemu przyjęciu nowego szkoleniowca.
Ojrzyński przychodził do pogrążonej i tak w sporych kłopotach drużyny, która była murowanym kandydatem do spadku. I ze słabego zespołu zrobił prawdziwą boiskową "bandę świrów." - Trener zaszczepił w nas chęć do walki. Nasze dobre wyniki zawdzięczamy właśnie jemu - mówili piłkarze. Waleczność zaowocowała ósmym miejscem w tabeli T-Mobile Ekstraklasy. Na pewno 99% fanów Złocisto-Krwistych przed pierwszą kolejką wzięłaby tą lokatę w ciemno, jednak po przeanalizowaniu kilku faktów, dochodzę do wniosku, że mogło być zdecydowanie lepiej. Trener jest po prostu.. tchórzem, jeśli chodzi o zabawę taktyką.
Korona w większości spotkań grała defensywnym ustawieniem z jednym napastnikiem, którym głównie był Maciej Korzym. Korzeń jest jednak typem piłkarza od "czarnej roboty", więc kiedy udało mu się wypracować jakąś sytuację, nie miał jej kto wykończyć. Defensywna taktyka dawała świetne efekty w meczach z takimi zespołami jak Śląsk Wrocław, Lechia Gdańsk, Legia Warszawa czy wisła Kraków. Jednak w spotkaniach z Łódzkim Klubem Sportowym i Cracovią na Arenie Kielc trener powinien pozwolić sobie na więcej.
Obydwa zespoły były na pewno do ogrania, podczas gdy Korona w tych spotkaniach zdobyła zaledwie jeden punkt. Ani krakowianie, ani łodzianie z pewnością nie przyjeżdżali do Kielc po pewne trzy punkty. Widząc jednak broniącą się Koronę, ŁKS zaatakował i strzelił bramkę po czym cofnął się do defensywy i czekał na kontrataki. A Cracovia? Cracovia była po prostu za słaba nawet żeby pokonać schowaną na własnej połowie Koronę.
Zauważyłem tez bojaźń trenera jeśli chodzi o dokonywanie zmian w trakcie meczu. Wracając jeszcze do pojedynku z Pasami, gołym okiem widać było szansę na trzy punkty, , jednak Korona potrzebowała dodatkowego żądła. Ojrzyński zdecydował się na wprowadzenie nowego napastnika, w tym przypadku w postaci Michała Zielińskiego, dopiero w 90 minucie. W dodatku była to zmiana za innego snajpera..
Podobnie trener postąpił w spotkaniu z Ruchem, gdzie taktyka była kuriozalna. W pierwszych 10 minutach Kielczanie nie wyszli ze swojej połowy, a kiedy raz udało się wyprowadzić kontratak, Zieliński był kompletnie pozbawiony wsparcia. Można grać na kontry, ale jednak potrzeba do tego więcej zawodników, niż jednego szybkiego. Przy wyniku 1:3, trener zmienił Ziela na Korzyma. Pytanie: jak chciał dogonić wynik, grając takim samym ustawieniem?
Szkoleniowiec Wściekło-Krwistych wziął winę na siebie po tym meczu. Nie miał innego wyjścia, zawodnicy, może oprócz obrońców, nie zawinili. Leszek Ojrzyński zrobił na prawdę świetną robotę, ale przy kilku odważniejszych decyzjach, zespół mógłby zakończyć rundę nawet na miejscu pucharowym. Oczywiście teraz jest dobrze, ale mogło być lepiej. Więc trenerze, odwagi!
.png)
By
07:20
0 komentarze