Prawdopodobnie nie pisałbym tego tekstu gdyby nie mecz Legii z Koroną Kielce w rundzie jesiennej poprzedniego sezonu. Właśnie wtedy nastąpiło odrodzenie serbskiego pomocnika. Miro pewnie teraz kopałby piłkę gdzieś w ojczyźnie, jednak tak to się nie stało.
Radović jak i cała Legia wtedy nie przypominała tej z trwającego obecnie sezonu. Podopieczni Macieja Skorży grali bez polotu i głupio tracili punkty. Trener chwytał się już wszystkiego i zdesperowany przesuną Radovicia bliżej środka pola. Jak się potem okazało, to był to strzał w dziesiątkę. Bratko rozegrał coś więcej niż kapitalne spotkanie, strzelając dwa gole i wypracowując, jak się potem okazało, niesłuszną czerwoną kartkę dla Zbigniewa Małkowskiego.
Od tamtego meczu gra Legii uległa poprawie, a jej motorem napędowym został właśnie Rado. Latem na Łazienkowską trafił kolejny Serb, zdecydowanie bardziej znany od bohatera tego felietonu, Danjel Ljuboja. Były piłkarz m.in: PSG i Stuttgartu niejednokrotnie podkreślał, że do podpisania kontraktu nakłaniał go właśnie Radović. Serbowie tworzą wspaniały duet piłkarski na boisku jak i koleżeński poza nim.
Radović to nominalny pomocnik, a Ljuboja napastnik, jednak gołym okiem widać wymienność pozycji między nimi. Stołeczna drużyna czerpie z tego ogromną korzyść. Grają prawie na pamięć i to głównie dzięki nim Legia jest tu gdzie jest. To odważna teza, ale potwierdzona solidnym argumentem. CWKS w Lidze europejskiej i T-Mobile Ekstraklasie strzelił w sumie 26 bramek. Aż 18 z nich zdobył serbski duet. To zdecydowanie ponad 50%, więc nie można nazwać tego inaczej niż świetny wynik.
Radović przeszedł ogromną drogę w niecały rok. Od pośmiewiska i piłkarza wypalonego, do jednego z trzech najlepszych obcokrajowców w lidzie polskiej, bo właśnie otrzymał nominację do prestiżowego plebiscytu tygodnika Piłka Nożna. Jego rywalami są Maor Melikson i Artiom Rudniev. Gdyby jednak była przyznawana nagroda za "odrodzenie roku", wynik mógłby być tylko jeden.
.png)
By
09:04
0 komentarze